innowacje i projekty

samorząd szkolny

menu główne

zajęcia pozalekcyjne

plan lekcji

galeria

projekty edukacyjne


Legendy ziemi nowobrzeskiej PDF Drukuj Email

Nauczyciele Gimnazjum uczestniczyli w pracach nad zbieraniem materiałów oraz  publikacją książki „Legendy i opowieści Ziemi Proszowickiej” pod red Doroty Król. Książka ta ma służyć pogłębieniu wiedzy o tym jakie mamy korzenie. Ma za zadanie przypomnieć, pielęgnować zapomniane legendy i zwyczaje naszego regionu. Nad publikacją pracowały miedzy innymi: Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Marzena Sobczyk,  Małgorzata Toroń, Krystyna Sibiga


 

I. LEGENDY, PODANIA ZWIĄZANE Z NAZWAMI MIEJSCOWOŚCI

1. Legenda o godle

 

Bardzo dawno temu, ale jak dawno nikt tego nie wie, w czasach, gdy Brzesko Nowe było miastem , zatrzymał się w tutejszej karczmie pewien kupiec, który pobywszy tu trochę miał ruszyć dalej za swoimi sprawami. Kupiec miał ze sobą córkę, pannę niezwykłej urody a przy tym o sercu dobrym i szlachetnym.

Karczmarz, u którego kupiec się zatrzymał miał syna jedynaka, chłopaka bardzo pracowitego. Chłopak ten zobaczywszy córkę kupca zakochał się w niej. Pannie również spodobał się syn karczmarza. Kupiec natomiast nawet na syna karczmarza nie spojrzał, uznając go za  niegodnego swej córki.

Pobył kupiec jakiś czas w brzeskiej karczmie, interesy swoje pozałatwiał i z Brzeska wyjechał. Razem  z kupcem wyjechała jego piękna córka.

Został syn karczmarza, który całymi dniami myślał jak uznanie i przychylność ojca panny pozyskać. Pewnie myślałby długo jeszcze, gdyby nie pomógł mu przypadek.

Po pewnym czasie do karczmy brzeskiej przybył sam książę, któremu towarzyszył ten właśnie kupiec ze swoją piękną córką. Książę, przybywszy do Brzeska, zamierzał ruszyć dalej na polowanie do Puszczy Niepołomickiej.

Korzystając z nadarzającej się okazji, najął się syn karczmarza u księcia jako naganiacz zwierzyny i wraz z całą jego świtą ruszył w las.

W puszczy doszło do niespodziewanego wypadku: oto zraniony przez kogoś olbrzymi dzik niezwykłej wielkości, rzucił się na księcia. Książę rzucił w niego włócznią, ale chybił. I źle wszystko by się skończyło, gdyby nie dzielny syn karczmarza., który będąc  w pobliżu chwycił pozostawiony tutaj pewnie przez drwali topór i rozbił nim łeb dzika.

Na księciu olbrzymie wrażenie wywarła odwaga chłopaka, prawicę mu więc uścisnął i podziękował mówiąc:

-         No, jeśli w tym waszym mieście Brzesku tacy ludzie jak ty żyją, to ma ono zaiste świetlaną przyszłość. Niechaj więc od dziś na pamiątkę tego wydarzenia herbem Brzeska topór będzie.

Książę szczodrze nagrodził chłopaka za uratowanie życia, a kupiec zmienił o nim zdanie i pozwolił na poślubienie swej córki.

Wkrótce odbyło się wesele i żyli długo i szczęśliwie.

W kwietniu 2000 Rada Gminy zatwierdziła nowy herb Nowego Brzeska, wykonany przez Alfreda Znamierowskiego z Instytutu Heraldyczno-Weksylologicznego w Warszawie .Herb Brzeska wzbogacono o symbolikę zakonu norbertanów w Hebdowie – lilie.

Co oznaczają poszczególne figury i barwy w herbie:

Topór- używali go kolejni wójtowie Nowego Brzeska pochodzący z możnego

rodu Toporczyków (m.in.Ryterskich i Wrocimowskich) ,

Lilie - widnieją w głównym herbie norbertanów

Błękit- zarezerwowany był dla miast duchownych, głównie zakonnych

Oficjalny herb gminy Nowe Brzesko opisuje się w następujący sposób:

Na tarczy w polu błękitnym umieszczony w słup topór o ostrzu srebrnym i drzewcu złotym zwróconym w prawo nad trzema srebrnymi liliami heraldycznymi.

Oprac. Małgorzata Toroń

2.  Skąd Bugaj ?

Jest w Nowym Brzesku okolica zwana Bugajem, mieszcząca się przy końcu ulicy Wesołej; dawniej była to samodzielna wieś należąca do Klasztoru w Hebdowie. Nikomu nie udało się dotąd rozszyfrować jej nazwy.

W słownikach etymologicznych języka polskiego znajduje się krótka wzmianka          o buhaju (bugaju), w topografii ( na Bugaju ) od XVII wieku,  tłumacząca słowo                „bugaj” - „byk”  oraz o bugaju - jako miejscu podmokłym , bagnistym.

W słowniku wyrazów obcych  można znaleźć wyjaśnienie: buhaj, staropolskie: bugaj – byk, zachowanego w nazwie stu przysiółków powstałych na miejscu dawnych pastwisk gromadzkich.

Być może tak należy tłumaczyć tę nazwę. Przecież w sąsiedztwie brzeskiego Bugaja znajduje się pastwisko.

Okazuje się jednak, że nazwa „Bugaj” może być jeszcze starsza, być może sięga wczesnych wieków średnich (XII-XIII). Zgodnie z wierzeniami naszych słowiańskich przodków Bugaj należał do królestwa Stworów, był Panem Gajów i Polan, zwano go także „Królem Pszczół”.  Początkowo był to osobnik małego wzrostu, o ciele pokrytym brązową łuską, przypominającą spękaną korę drzewa, o grubym, masywnym karku, małych, żółtych oczach  i wiecznie otwartej gębie. Bugaje jednak rosły i dojrzewał. Z małego, ruchliwego, krzykliwego i ciągle chichoczącego osobnika, wyrastał olbrzymi mruk, przypominający drzewo, z licznymi rogami na głowie, które były podobne do gałęzi, z nogami wrastającymi w ziemię. Z czasów młodości pozostawała mu jedynie ciągle otwarta gęba. Nasi przodkowie często stawiali przed Bugajem wielki garniec miodu jako dar. Wierzono, że  Bugaj pilnuje podległych sobie drzew i pasiek pszczelich. A jeśli ktoś zrobił krzywdę jemu lub jego pszczołom, zaczynał pluć szerszeniami i osami, które zakłuły śmiałka na śmierć.

Czy to podanie jest prawdą o Bugaju?  Nie wiadomo. Może kiedyś komuś uda się wyjaśnić tę zagadkową nazwę, znanego przecież w Nowym Brzesku miejsca.

Oprac. Maria Pempuś, Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

3.Dlaczego Brzesko Słomiane?!

Od połowy XVIII w. i  w XIX wieku, kiedy Nowe Brzesko /wcześniej Brzesko Nowe / zubożało pojawiła się nazwa, Brzesko  Słomiane. Ta nazwa przyjęła się ze względu na powszechne krycie dachów strzechą. W „Inwentarzu ekonomi niepołomskiej” z 1736 r. zapisano właśnie taką nazwę. Zwyczaj pokrywania dachu słomą stał się tradycją, bo gdy już domy kryto gontem lub dachówką, pozostawiano fragment dachu ze słomy lub przynajmniej jednego snopka.

Oprac. Jadwiga Wędel

4. Skąd nazwa Kluczówka?

Dziedziczka, żona Ignacego Woźniakowskiego właściciela majątku w Rudnie Dolnym, podczas spaceru zgubiła klucze. Po jakimś czasie ktoś je znalazł i od tego wydarzenia część Rudna Dolnego nazwana jest Kluczówką.

Takie podanie przekazała nam p. Wiktoria Wołoszyn, która w młodości pracowała we dworze.

Oprac. Jadwiga Wędel

II. MIEJSCA LEGENDARNE, KULTOWE I OPUSZCZONE

1. Niezwykły brzeski gród

Stare Brzesko, które jest obecnie częścią Hebdowa, należy do najstarszych miejsc brzeskiej ziemi. Leżało na stromym brzegu Wisły, stąd pierwotna nazwa Brzesk, ludowa Brzysko. Było położone przy ruchliwych szlakach handlowych z przeprawą przez Wisłę. Tu prawdopodobnie około dwanaście wieków temu w okolicach Brzeska /później nazwane Starym/ istniała już kasztelania. Wtedy kraj Wiślan był podzielony na mniejsze grody. Gród bogatego kasztelana wraz z kaplicą grodową mógł znajdować się na oblanym wodą, otoczonym  wodami, groblami na wzgórzu „Skała”  w Grobli /Wisła zmieniała swoje koryta i wtedy płynęła inaczej,  miejscowość ta leżała w części po lewobrzeżnej stronie Wisły/. Znane są niektóre imiona kasztelanów, np. Śmil, pewnie właściciel Śmiłowic. Trwały poszukiwania śladów grodu .Na początku XX wieku w  pobliżu wzgórza „Skała” w Grobli, znajdującego się  w odległości 1 km  od położonego dokładnie po drugiej stronie Wisły - Starego Brzeska - rolnik znalazł skarb. Znajdował się w obszernym glinianym naczyniu. Zawierał srebrne monety: polskie, węgierskie czeskie, niemieckie, angielskie, arabskie z X i XI w. Oprócz monet  było srebro, biżuteria, łącznie około tysiąca zabytków. Według przekazu rolnik część skarbu podarował krewnym i bliskim znajomym. Pozostałą część sprzedał do Muzeum Narodowego w Krakowie, a za uzyskane pieniądze kupił żonie korale. Skarb ten mógł należeć nawet do samego kasztelana,  a na pewno do bogatego pana. Później w tych okolicach odnaleziono jeszcze przedmioty z okresu rzymskiego i wczesnego średniowiecza. W XV w. znaczenie kasztelana osłabło, a być może gród  nawiedziła powódź lub pożar, bo tylko ruiny grodu przetrwały do XVII w.

W Starym Brzesku istniała parafia i kościół p.w. św. Apostołów Piotra i Pawła. Około roku 1832. parafia przestaje istnieć, a  wyposażenie pokaźnego kościoła ze Starego  Brzeska wzbogaciło  świątynię hebdowską. Pamiątką po przeniesieniu parafii jest podwójne wezwanie kościoła- dawnego klasztoru w Hebdowie. Jeden z bocznych ołtarzy Sanktuarium Matki Boskiej Hebdowskiej poświęcony jest Matce Boskiej Starobrzeskiej. Ludzie starsi opowiadają, że obraz cudownie „powracał” na swoje dawne miejsce w Starym Brzesku. Matka Boska ukazywała się mieszkańcom na wzgórzu, na którym stał kościół.

Na dole w tle obrazu przedstawiającego św. Piotra i Pawła jest widoczny szkic jakiejś budowli, być może  to widok  drewnianego kościoła w Starym Brzesku. Na miejscu kościoła stoi krzyż upamiętniający rozebranie kościoła, napis na tablicy pamiątkowej mówi, że był to rok 1854. Gdyby można było utrzymać dwie parafie w Starym Brzesku i w Hebdowie do dzisiaj,  kościół byłby cennym zabytkiem.

Opisywana okolica jest miejscem bardzo starym, ale bardzo malowniczym, otoczonym starymi drzewami, wąwozami, zboczami. W XIX w. po obsunięciu się skarpy, odkryto duże skupisko kości  wielkich zwierząt jaskiniowych.

Oprac. Jadwiga Wędel, Krystyna Sibiga

 

2.Norbertański  skarb

Na terenie gminy Nowe Brzesko, w Hebdowie znajduje się jedyny w okolicy klasztor, jeden z najpiękniejszych klejnotów Ziemi Proszowickiej, perła architektury, prawdziwy skarb.

Dawny kościół i klasztor norbertanów stoi na wysokiej skarpie nadwiślańskiej, doskonale wkomponowany w krajobraz, majestatyczny z wysokimi, białymi wieżami, widocznymi        z daleka.

Jego piękno, bogata historia, tradycje i związane z nim legendy zachęcają do odwiedzania.

Do Hebdowa zaprasza także Łaskami słynąca figura Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, pochodząca z ok.1400 roku, która czeka na pielgrzymów w ołtarzu głównym hebdowskiego kościoła.

Pierwsi zakonnicy przybyli w okolice Brzeska Starego w 1149 roku. Była to grupka norbertanów z Czech z klasztoru w Strahovie koło Pragi.

Na nowy klasztor wybrali wzgórze nad Wisłą, podobno razem z sobą przynieśli też nazwę „Hebdów”.

Norbertanie szybko zadomowili się w naszej okolicy, zbudowali kościół i klasztor, a następnie założyli nowe, podległe klasztorowi miasto.

Miasto otrzymało nazwę Brzesko Nowe, w odróżnieniu od Brzeska Starego. O potrzebne dokumenty lokacyjne wystarał się opat klasztoru Florian i tak w 1279 roku Brzesko Nowe otrzymało prawa miejskie.

Z biegiem lat klasztor norbertanów rozrastał się, aż opactwo hebdowskie stało się potężne i sławne.

Ciekawostką jest fakt, że początkowo w Hebdowie istniał również klasztor żeński, który został później przeniesiony do Imbramowic.

Niegdyś klasztor hebdowski był miejscem pełnym życia i ciągłego ruchu.

Dogodne położenie Hebdowa na skrzyżowaniu dawnych szlaków: z Krakowa do Sandomierza i dalej na wschód oraz z Bochni do Nowego Miasta Korczyna, Proszowic i dalej na północ powodowało, że klasztor był miejscem, które często odwiedzano.

W klasztorze były pokoje gościnne, które znajdowały się w części frontowej klasztoru. Była to najpiękniejsza część klasztoru, tzw. „opatówka”, gdyż mieszkał w niej także opat.

A w hebdowskim klasztorze podobno gościli: królowa Jadwiga, Tadeusz Kościuszko, król Stanisław August Poniatowski.

W okolicach klasztoru istniał także most, który był własnością klasztoru. Wspomina o tym dokument lokacyjny Brzeska Nowego.

Mosty były wtedy prawdziwą rzadkością, najbliższy most w dole Wisły był dopiero   w Sandomierzu.

Obok klasztoru, z biegiem Wisły prowadził wodny szlak handlowy. Do nadwiślańskich przystani przypływały łodzie, barki i galery, kupcy nabywali m.in. zboże, zgromadzone w przyklasztornych spichlerzach.

Niedawno, przy okazji prac konserwatorskich odkryto, że w kopule kościoła kiedyś zapalano świece. Światło było dobrze widoczne w ciemności i pełniło rolę latarni. Być może było drogowskazem dla przepływających Wisłą statków.

W klasztorze była bogata biblioteka, zakonnicy prowadzili też szkołę przyklasztorną. Kilku uczniów tej szkoły kontynuowało nawet naukę na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Ciekawostką jest to, że w klasztorze był karcer, czyli ciemna cela więzienna. Do dzisiaj widnieją na jego ścianach znaki wydrapane przez dawnych więźniów.

W 1819 roku rząd carski zniósł zakon norbertanów. Po kasacie norbertanie musieli opuścić nie tylko Heblów, ale i ziemie polskie. Obecnie klasztor należy do księży pijarów.

Norbertanie posiadali wspaniałą bibliotekę, która liczyła kilka tysięcy, nieraz bardzo cennych ksiąg.

Znajdowała się w środkowej części kościoła, gdzie w nadbudowanym prezbiterium są ślady okien. W 1819 roku po kasacie norbertanów likwidacji uległa także biblioteka.

Część książek trafiła do zbiorów Biblioteki Ossolińskiego we Wrocławiu, a część do Warszawy.

Mieszkańcy Hebdowa znają przekaz, który mówi że: „Część księgozbioru klasztornego zapakowano na trzy barki, które miały płynąć do Petersburga. W jedną z barek trafiła kula z działa i barka zatonęła koło Warszawy. Książki uratowano i pozostają do dzisiaj  w Warszawie.”

Czy tak rzeczywiście było, nie wiadomo.

Faktem jest, że w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie znajdują się stare księgi zaopatrzone w adnotację: Bibliotheca Conventus Chebdoviensis, a na kartach jednej z nich, pochodzącej z XVI wieku widnieją zapisane nazwiska zakonników z hebdowskiego klasztoru.

Z klasztorem hebdowskim związana jest jeszcze inna ciekawa legenda, która na pewno zainteresuje poszukiwaczy skarbów.

„Dawno temu, gdy w Hebdowie mieszkali norbertanie, a koryto Wisły znajdowało się przy samym wzgórzu, na którym wybudowany jest klasztor, do przystani koło klasztoru przybijały barki, przewożące towary. W miejscu, gdzie barki były rozładowywane  i z którego odpływały stała figura św.Norberta, założyciela zakonu.

Wtedy, gdy norbertanie musieli opuścić Hebdów, odpływając zakopali skarb. Na straży została figura św.Norberta, która raz w roku o jednej godzinie (ale nie wiadomo, o której) wskazywała miejsce, gdzie ukryty jest skarb.

Od tego czasu trochę się zmieniło. Figurę przeniesiono bliżej klasztoru, ale skarbu nikt nie znalazł.”

Zakonnicy dobrze ukryli swój skarb, bo chociaż wielu było poszukujących, skarbu nikt jeszcze nie odnalazł.

Do dzisiaj można spotkać ludzi, którzy uwierzyli w tę legendę, chodzą po okolicznych polach i marzą, że odnajdą skarb norbertanów.

A może ty odnajdziesz norbertański skarb ?

Warto wybrać się do Hebdowa. Nawet jeśli nie odnajdzie się zakopanego przez norbertanów skarbu, to odkryje się skarb ziemi nowobrzeskiej, jakim jest kościół i klasztor norbertanów.

Oprac. Małgorzata Toroń

3. Od Starego Rynku do Nowego

Na Starym Rynku rozpoczyna się historia Nowego Brzeska. Tu znajduje się najwięcej zabytków: kościół, drewniana dzwonnica, figura św. Floriana, zabudowania z XIX w.  Tutaj prawdopodobnie naprzeciw  kościoła p. w. Wszystkich Świętych jeszcze na początku wieku XVIII stał ratusz, który potem został rozebrany. Ostatni król Stanisław August Poniatowski swoją decyzją nakazał  opatowi  hedowskiego klasztoru postawienie modrzewiowego ratusza, ale już w Nowym Rynku. Ratusz stanął staraniem mieszczan w 1791r. a rozebrano go po roku 1870. Mieszkańcy przekazują, że m. in.  za udział obywateli w Powstaniu Styczniwym  odebrano Nowemu Brzesku prawa miejskie. Pamięć o powstaniu żyła długo. Na Starym Rynku  mieszkał powstaniec, Jakub Waniek, który pokazywał dzieciom swój kubek z powstania i opowiadał o tamtych czasach. Do tej pory p. Ryszard Staniszewski i Janina Krzyczkiewicz /oboje pochodzą ze Starego Rynku / wspominają powstańca, który doczekał wolnej Polski. Jeszcze obecnie p. Staniszewski nuci słowa piosenki   „Póki jeden Polak żyje,

Póki jedno serce bije,

Dotąd musisz czuwać carze

I na straży stać ...”

Wielu  okolicznych mieszkańców wzięło udział w Powstaniu Styczniowym.

Wielu  poległo w walkach, inni zostali uwięzieni, zesłani na Syberię lub powieszeni za uprawianie wywiadu. Niektórzy  z powstańców spoczywają na tutejszym cmentarzu, choć ich mogił nie można rozpoznać.

Na Starym Rynku, w ciekawym, podobnym do dworku  domu z 1911 r.   mieszkali zaborcy - żołnierze rosyjscy /własność państwa Cęckiewiczów/.

Rzeka Wisła była pilnie strzeżoną granicą między zaborem austriackim a rosyjskim. Do tej pory zabudowania w pobliżu Starego Rynku na Placu Wolności są pozostałością po stacjonowaniu sztabu 13-ej Pogranicznej Brygady  wraz z kilkuset żołnierzami, oficerami i urzędnikami rosyjskimi. Rosjanie mieli nawet swoją cerkiew /dziś opuszczony budynek/. Zaborcy wszelkimi sposobami dążyli do rusyfikowania miejscowej i okolicznej ludności. Część wykształconej młodzieży, dzieci wyższych oficerów rosyjskich popierała miejscowy ruch niepodległościowy. Własnoręcznie wykonywali i przypinali młodzieży polskiej czerwone kokardki.   Z chwilą wybuchu I wojny światowej  Rosjanie opuścili Nowe Brzesko, niedługo wkroczyły wojska austriackie i oddziały Legionów Polskich. Wszyscy  zostali radośnie przywitani uroczystą Mszą św., po której przemawiali dowódcy i namawiali mężczyzn do wstępowania w szeregi Drużyn Strzeleckich. Jednak Moskale niespodziewanie znów zajęli Nowe Brzesko. Żołnierzy - nowobrzeskich ochotników z Drużyn Strzeleckich oraz niektórych patriotów zdradzono przed Moskalami. Po wstępnym przesłuchaniu i uwięzieniu,  zostali w grudniu 1914 r. wywiezieni do Rosji. Były legionista ze Starego Rynku i więzień rosyjski Józef Kudelski spisał wspomnienia dotyczące tamtych czasów, uwiecznił nazwiska i przeżycia 34-ech więźniów.

Przeżył wraz z ojcem /dziadkiem p. Antoniego Cęckiewicza / więzienia rosyjskie, nabawił się gruźlicy płuc, miał amputowaną nogę. Z  niewoli powrócił w 1918 r . po zakończeniu wojny.  Dwa lata przed śmiercią w1930 r. otrzymał  „Dyplom od Kapituły Odznaki Pamiątkowej Więźniów Ideowych   z 1914-1921” podpisany przez Józefa Piłsudskiego.

Mieszkańcy Starego Rynku nie wyobrażają sobie swojej ulicy bez figury świętego Floriana, obrońcy od ognia. Nie wiemy, kto jest fundatorem figury pochodzącej prawdopodobnie z XVIII w. Być może są to bogatsi gospodarze, a szczególnie ze Starego Rynku? Nie są znane okoliczności ufundowania figury świętego Floriana. Możliwe, że Święty miał stanowić ochronę od ognia po pożarach drewnianego kościoła i plebani. Figura św. Floriana stojąca na Starym Rynku przedstawia Świętego w stroju rzymskiego legionisty wylewającego  prawą ręką wodę ze skopka na mały kościółek. W lewej ręce św. Florian trzyma lancę owiniętą proporcem . Figura Świętego umieszczona jest w kapliczce, na której wisi dzwonek - sygnaturka w razie pożaru. Różne są hipotezy pochodzenia osoby św. Floriana: strażak ze starożytnego Rzymu, Florianus - patron od ognia z Francji. Według „Żywotów Świętych” -żołnierz, obrońca wiary z Austrii, żyjący w III w., który zginął śmiercią męczeńską. Kult św. Floriana rozpoczął się w XII w. od  przywiezienia jego relikwii do Krakowa. Święty Florian zasłynął jako patron od pożarów w XVI w. Według legendy uratował, z wielkiego  pożaru Krakowa, kościół na Kleparzu, który jest pod jego wezwaniem i miejscem relikwii Świętego. Ponoć widziano, jak św. Florian z chmur polewał wybrane przez siebie miejsce, ratując kościół od spalenia. Na jego cześć nazwano  miejscowości, kościoły, kapliczki, a imię Florian należało do często spotykanych. W 1940 r. figura św. Floriana na Starym Rynku uległa zniszczeniu. Spróchniały jej nogi i przeniesiono figurę do warsztatu stolarskiego Ryszarda Staniszewskiego. Artystka po ASP z Warszawy Jadwiga Tereszczenko, która przebywała w tym czasie w Hebdowie, zrobiła model nóg z gliny, a rzeźbiarz ze Starego Rynku, Władysław Kwaśniewski wg projektu wyrzeźbił i doprawił Świętemu nogi. W 1945r. ks. Pasek poświęcił drewnianą figurę i podkreślił, że św. Florian stanowił zawsze ochronę Starego Rynku przed pożarami /szczególnie w czasie wojny/.

Około roku 1979 figura była odnawiana przez konserwatorów pracujących przy renowacji kościoła. W 1994 r. kapliczkę z figurą św. Floriana odnawiała Ochotnicza Straż  Pożarna. Dzień męczeńskiej śmierci św. Floriana - 4maja - jest świętem pożarniczej braci.

Należy dodać, że  jeden z opatów  hebdowskiego klasztoru był imiennikiem Świętego. Opat Florian wystarał się o prawa miejskie dla Nowego Brzeska. W Starym Brzesku brakowało miejsca do wytyczenia rynku i obsługi podróżnych .

Nowe Brzesko stało się miastem 6 X 1279 r. Pierwszym wójtem został Gotfryd ze Ślesina.

Akt lokacyjny miasta znajdował się w archiwum hebdowskiego klasztoru i zaginął razem z księgozbiorem .

Miasto było ulokowane na Starym Rynku, który później nazwany był „proboszczowskim”, gdyż był pod jurysdykcją nowobrzeskiego proboszcza. Nowy rynek wg opracowania Włodzimierza Chorązkiego nazwany był „klasztorny” i został „uformowany przez klasztor” z placów miejskich i zasiedlony przez ludzi klasztornych”.

W sprawie wyboru wójta też była władza podzielona. Dwóch kandydatów opiniował proboszcz i opat. Ostatecznie wójta zatwierdzał opat (przeor) hebdowskiego klasztoru.

Nowe Brzesko do końca istnienia jako miasto (do 1869) miało radę miejską i wójta, później burmistrza.

W parku w Nowym Rynku położona jest kapliczka z figurą Matki Boskiej. Ona także związana jest z naszą historią. Widnieje na niej data 1872 r. Prawdopodobnie upamiętnia czasy, kiedy Nowe Brzesko przestało być miastem, /1870 r./ oraz  rozebranie ratusza po tym roku. Dziś po ratuszu został skwerek.

Włodzimierz Chorązki, autor opracowań  o historii i zabytkach naszej gminy podaje, że do tej pory istnieje dom /dawny czworak dworski / w Hebdowie zbudowany z ratuszowego drewna.

W Nowym  Rynku  odbywały się jarmarki i targi. W1820 r. burmistrz Targowski pisze, że jarmarków odbywa się 16 w roku, a 2 targi w tygodniu /były potwierdzane królewskimi przywilejami / Jarmarki odbywały się w poniedziałki : 1.- po Trzech Królach, 2.- po nawróceniu św. Pawła, 3.- po św. Kazimierzu, 4.- po Białej Niedzieli, 5.- po Przewodniej Niedzieli, 6.- przed Zielonymi Świątkami, 7. - po Bożym Ciele, 8.- po św.  Janie, 9.-po św. Małgorzacie, 10.- po św. Annie,     11.- po św. Bartłomieju, 12.- po św. Michale, 13.- po św. Jadwidze, 14.- po św. Marcinie, 15.- po św. Katarzynie, 16.- po św. - Bartłomieju.

Na jarmarkach handlowano końmi, bydłem, trzodą, zbożem, żywnością, rzeczami z kramów, a Żydzi sprzedawali towary i płótno. Targi mogły się odbywać w niedzielę i środę, chociaż nie zawsze się odbywały .

Tradycyjnie w każdy poniedziałek, na pamiątkę dawnych jarmarków, aż do lat siedemdziesiątych odbywały się targi w Nowym Rynku a później  na  placu Targowym . Można było kupić np. świeże masło, ser, jaja, wyroby wiklinowe .

Oprac. Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Małgorzata Toroń

4. Historie i uroki kapliczek

Przydrożne kapliczki, figurki i krzyże posiadają według wierzeń ludu niezwykłą moc, dlatego były stawiane na rozstajach dróg, w miejscach szczególnie niebezpiecznych         i magicznych. Według wierzeń starszych rozstaje dróg miały zdolność przyciągania duchów. Kapliczka, przydrożny krzyż miał chronić te miejsca przed złymi mocami, żywiołami, ułatwić podróżnym wybór właściwej drogi . Kapliczki stawiano z prośbą             o opiekę, w podziękowaniu za otrzymane łaski. Miały też na celu namówienie przechodzących do modlitwy, czasem były nierozerwalnie związane z historią mieszkańców.

Niezwykłą okazała się historia miejsca , na którym stoi kapliczka ufundowana przez Zygmunta i Jarosława Musiałów .

W tym miejscu rosła potężna ,rozłożysta lipa ,która była prawdopodobnie świadkiem wydarzeń historycznych. Tu w przeddzień Powstania ochotnicy - Kościuszkowcy przysięgali wierność Tadeuszowi Kościuszce. Wiadomości o tych wydarzeniach  zasłyszane od babci przekazała nam p. Janina Krzyczkiewicz z domu Szuba. Józef Kudelski w swoich wspomnieniach opisuje, że Tadeusz Kościuszko ukrywał się w przeddzień Powstania Kościuszkowskiego w Nowym Brzesku. Szkoda, że nie  wiemy gdzie... Stara lipa została zniszczona od uderzenia pioruna, ale tak jak historia nadal się toczy i nie zginie, jeżeli będziemy ją znać i pielęgnować, tak z korzenia wyrosła nowa lipka i chce  rosnąć w tym miejscu.

W szkolnym ogrodzie na drzewie znajduje się maleńka kapliczka z wizerunkiem Pana Jezusa na krzyżu. Pan Antoni Cęckiewicz wspomina, że kiedy był uczniem kl. VII /r.1934/ naprawiali kapliczkę. Już nieraz spadała, raz piorun uszkodził drzewo na której wisiała, ona ocalała. Ostatnio odnowił ją p. Augustyn Fularski.

Kapliczka została ufundowana przez obywateli nowobrzeskich w czasie zaborów, kiedy stacjonowali żołnierze rosyjscy. Zawieszono ją na drzewie przy wąwozie - drodze, którą Rosjanie jeździli na błonia, gdzie mieli strzelnicę. Zawieszenie kapliczki nie podobało się Rosjanom, więc zdjęli ją i schowali do magazynu. W niedługim czasie rosyjskim żołnierzom lub ich koniom zaczęły przydarzać się przykre wypadki i to w drodze na strzelnicę . Ludzie zaczęli mówić że to kara za to, że Rosjanie ściągnęli kapliczkę . Po jakimś czasie pojawiła się znów na drzewie. Żołnierze rosyjscy  zrozumieli, że ma wielką moc.

Jedną z większych kapliczek jest kaplica pałacowa rodu Morstinów w Pławowicach. Zbudowana została w 1802 r., a przebudowana w II połowie XIX w. L. H. Morstin pisał, że atmosfera kapliczki jest tajemnicza i niepowtarzalna. W nocy kiedy obsiądzie ją ptactwo, przypomina kaplicę z II części „Dziadów’’ A. Mickiewicza. Brakowało tylko Starca i można było dokonywać prastarego pogańskiego obrzędu - wywoływania duchów przodków.

Obecnie w odnowionej kaplicy w wyznaczone dni odprawiane  są Msze św. przez ks. Józefa Ostręgę, hebdowskiego proboszcza, dla mieszkańców Pławowic i okolic.

Na terenie naszej gminy znajduje się dużo przydrożnych miejsc kultowych, nie sposób wszystkich wymienić. Z wszystkimi okoliczni mieszkańcy są bardzo związani.

Przy ulicy Polnej stoi kapliczka, do której szczególnie przywiązani są mieszkańcy tej ulicy, a zwłaszcza p. Wanda Jakubowska i Helena Stankowska. Ich dziadek, Franciszek Pasek, wraz z ojcem p. W. Jakubowskiej kupili ok. r. 1910 taniej cegłę od żołnierzy rosyjskich i zbudowali postument. Piękną dużą figurę Matki Boskiej Różańcowej wyrzeźbił miejscowy rzeźbiarz, Władysław Kwaśniewski. Niestety wskutek drogowego wypadku kamienna figura spadła i pękła. Staraniem mieszkańców  ulicy na postumencie stoi oszklona drewniana figurka Matki Boskiej. Na kapliczce  widnieje napis: „Pójdźcie do mnie dziatki moje, jam  jest Matka wasza.”, widoczne są oznaki władzy królewskiej. 3 Maja w święto NM Panny Królowej Polski kapliczka była i jest pięknie przystrojona. Figurka nakryta jest daszkiem w formie kapturka, ogrodzona  i oświetlona. Ludzie wierzą, że szczególnie  w czasie II wojny światowej Matka Boska chroniła ich zabudowania przed zbombardowaniem. Uważają, że kapliczka stoi przy ulicy, ale nie stwarza zagrożenia, a wręcz zapobiega wypadkom. Kierowcy- piraci drogowi- muszą przy kapliczce zwolnić jazdę. Kiedy jest oświetlona, wygląda jak latarenka. Mieszkańcy nie pozwolili przestawić jej w inne miejsce, bo są przekonani, że starych drzew się nie przesadza, tym bardziej nie przestawia się kapliczek.

Figurę  Serca Pana Jezusa stojącą przy ul. Krakowskiej, naprzeciwko młyna, ufundowali: Andrzej Sagan, Jan Fularz, Wojciech Staniszewski /dziadek p. Jacka Bednarskiego/, Szymon Zawartka. Byli to jej okoliczni mieszkańcy/ wg przekazu                p. Marii Bednarskiej/

Data na figurze mówi, że był to rok 1913. Ciekawą historię związaną z kapliczką opowiedziała nam p. J. Krzyczkiewicz. Kiedy zmarł Szymon Zawartka, wdowa po nim zmieniła starą strzechę na nową . Wtedy przyśnił jej się mąż i twierdził, że ona ma nowy kapelusz i na głowę całej rodzinie nie cieknie. Powiedział żonie, że Pan Jezus nie ma kapelusza, dlatego cieknie Mu na głowę. Po tym dziwnym śnie wdowa po Sz. Zawartce sprzedała poduszki i kupiła blachę. Pan Markiewicz ze Starego Rynku wykonał za darmo z blachy daszek w kształcie kapturka i zawieszono go nad figurą Pana Jezusa. Ogrodzenie figurki powstało ze składek okolicznych mieszkańców, Zygmunt i Jarosław Musiał ufundowali oświetlenie. Nadal okoliczni mieszkańcy zajmują się swoją kapliczką,                p. Eligiusz Krzyczkiewicz /malarz- amator/ odnowił figurkę Serca Pana Jezusa.

Dawniej między kapliczkami odbywały się procesje, np. w okresie poprzedzającym dni suche. Po tych dniach można było kopać ziemniaki, tj. po15 września. W maju jeszcze do dziś, choć coraz rzadziej, śpiewane są pieśni Maryjne.

Kapliczka położona przy ulicy Krakowskiej /po prawej stronie w kierunku Nękanowic / ma swoją niesamowitą historię. Tę dawną drewnianą ufundował prawdopodobnie p. Łukasz Krzyk /pradziadek p. Lucyny Kluski /. Okoliczności ufundowania były niezwykłe. Łukasz Krzyk pracował przy wiklinie nad Wisłą. Zauważył, że coś płynie po Wiśle. Była to figura Pana Jezusa, przedstawiająca Jego upadek. Figura była drewniana, a Pan Jezus na głowie miał cierniową koronę. Po jej wyłowieniu  Łukasz Krzyk postawił kapliczkę na swojej posiadłości i umieścił w niej figurę. Pani  Janina Krzyczkiewicz  pamięta jak z babcią chodziła w pole, zawsze wchodziły do kapliczki. Żegnały się przed figurą, „a Pan Jezus niebieskimi oczyma spoglądał i jakby wodził wzrokiem za ludźmi”. W kapliczce znajdowały się obrazy, obrazki ofiarowane przez ludzi. Mieszkańcy mówili, że wyłowienie figury przyniosło znalazcy szczęście, dostał dobrą pracę . Wydarzenie miało mieć miejsce ok. roku 1870. Taką wersję tej dziwnej historii przekazała nam p. J. Krzyczkiewicz.

Jest jeszcze inna wersja. Ta druga mówi, że Łukasz Krzyk znalazł obraz i umieścił go w kapliczce. Natomiast przed I wojną światowa figurę Pana Jezusa wyłowił jego syn, Antoni Krzyk, razem z Wincentym Marcem, następnym właścicielem działki, na której stała kapliczka.

Do dzisiaj w Dobranowicach żyją dwie wnuczki Łukasza Krzyka: p. Maria Krzyk, która ma 105 lat oraz p. Stefania Ormańczyk. Pamiętają, że ich dziadek wyłowił prawdopodobnie figurę.

Figura Pana Jezusa jest do dzisiaj w kapliczce, stary obraz, który znajdował się w kapliczce jest obecnie odnawiany ,więc może obydwie wersje są prawdziwe. Obecnie kapliczka stoi na działce p. Konieckiewiczów.

Kopiec i krzyż w Hebdowie, przy zjeździe do Nowego Brzeska, pochodzą sprzed II wojny światowej. Podczas wytyczania nowej drogi w kierunku Koszyc natknięto się na groby poległych żołnierzy. Prochy pogrzebano w zbiorowej mogile, a na jej szczycie umieszczono krzyż.

Poświęcenie kopca było ważnym wydarzeniem w życiu okolicznych mieszkańców, a miejsce to od razu nabrało wyjątkowego znaczenia.

Odbywały się tutaj manifestacje patriotyczne z okazji rocznic narodowych.

Jedna ze starszych mieszkanek wspomina, że tuż przed wybuchem wojny 1939 roku, w czasie wiecu, właściciel Pławowic Ludwik Hieronim Morstin wygłosił piękne przemówienie, w którym zapewniał, iż w obliczu zagrożenia ze strony Niemiec " nie oddamy ani guzika..."

Czasem niezwykłe są dzieje kapliczek związane z losami ludzi, miejsc. Mieszkańcy dbają o swoje kapliczki, figury, krzyże. Łożą pieniądze na ich odnowienie, ubierają je, przynoszą kwiaty, sami naprawiają. Są to nasze ,,perełki”, więc składamy podziękowania Wszystkim, którzy o nie dbają.

Oprac. Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Krystyna Sibiga, Marzena Sobczyk

5. Tym ,którzy walczyli o  niepodległość ojczyzny

„A jeśli komu droga otwarta do Nieba,

Tym, co Ojczyźnie służą.”

Jan Kochanowski

Historia Gminy Nowe Brzesko i jej mieszkańców wiąże się ściśle z historią Polski. Na terenie naszej Gminy jest wiele miejsc poświęconych tym, którzy oddali swe życie  w walce o wolność i niepodległość.

W Hebdowie – Starym Brzesku znajduje się pojedyncza bezimienna mogiła z 1939r. i mogiła zbiorowa miejscowej ludności rozstrzelanej przez żandarmerię niemiecką w czasie II wojny światowej.

Będąc na cmentarzu w Nowym Brzesku warto zwrócić uwagę na dwie mogiły:

-         powstańca z 1863 r. – Wańka

-         i Kazimierza Amrogowicza poległego podczas powstania zbrojnego w Nowym Brzesku  27. 07. 1944 r.

Urząd Gminy podjął starania mające na celu odnowienie opuszczonych mogił (stosowne działania i dokumentację prowadzi pani Alina Fluder – dyrektor GOK-u).

Należy zatrzymać się choć na chwilę  przy pomniku ufundowanym przez Społeczeństwo Gminy Nowe Brzesko w maju 1992 roku „Tym, dla których Bóg, Honor, Ojczyzna  były ważniejsze niż życie”. Pomnik powstał na miejscu, gdzie wcześniej znajdowały się mogiły „nieznanego żołnierza”.

W centrum Nowego Brzeska przy ulicy Krakowskiej znajduje się obelisk z pamiątkową tablicą ku uczczeniu poległych w czasie Powstania Lipcowego w 1944 roku w walce z okupantem w Nowym Brzesku. Możemy tam odczytać następujące słowa:

„Ziemia Nowobrzeska swoim synom poległym w latach II wojny światowej”

i nazwiska:

-Amrogowicz Kazimierz  lat 25

-Sendek Mieczysław        lat 27

-Zawartka Jan                   lat 17

-Bezegłów Eleonora         lat 16

CZEŚĆ  ICH PAMIĘCI !

W dniu 24 lipca 1944 roku oddziały partyzanckie Batalionów Chłopskich „Zefira” (Jana Grzecha) i „Kolby” (Jana Pabiska) oraz Armii Krajowej  „Batochy” (J. Tułgutta) w łącznej sile około 120 żołnierzy na przedpolu Nowego Brzeska (od strony Hebdowa) stoczyły walkę z żandarmerią niemiecką. Pluton wroga został rozbity i zmuszony do ucieczki.

W lipcu 1984 r. w 40-tą rocznicę powstania i pacyfikacji w Nowym Brzesku dla uczczenia pamięci czynów żołnierzy ruchu oporu w latach 1939-1945 Gminna Rada Narodowa nadała ulicy prowadzącej w stronę Proszowic nazwę: ulica Partyzantów.

Mieszkańcy Gminy Nowe Brzesko walczyli nie tylko w obronie swojego regionu, ale także w innych częściach Polski i świata:

-Jan Grodowski z Nowego Brzeska walczył w okolicach Warszawy,

-Tomasz Kamiński z Nowego Brzeska służył w Korpusie Ochrony Pogranicza między Polską a Związkiem Radzieckim. Kiedy Rosjanie napadli na Polskę, wraz z innymi żołnierzami trafił do obozu jenieckiego w Katyniu.

Po utworzeniu Armii Polskiej dostał się na Bliski Wschód do Palestyny, gdzie został utworzony pod wodzą gen. Andersa II Korpus. Polacy walczyli wspólnie z Anglikami przeciw Niemcom. Następnie razem z armią trafił do Włoch, gdzie uczestniczył w bitwie pod Monte Cassino.

-Władysław Wendel z Grębocina również brał udział w bitwie pod Monte Cassino.

Wszyscy powinniśmy pamiętać o ludziach, którzy walczyli o niepodległość naszej Ojczyzny, a także o miejscach, gdzie spoczywają Ci, którzy oddali dla niej swe życie.

O Miejsca Pamięci Narodowej dbają uczniowie nowobrzeskiej Szkoły Podstawowej i Gimnazjum. 1 i 11 listopada składają kwiaty i palą znicze. Wspólnie z Władzami Gminy, Kombatantami, mieszkańcami Nowego Brzeska oddają cześć tym, którzy poświęcili swe życie w walce o wolność naszego regionu.

Wycieczka do Miejsc Pamięci Narodowej na terenie Gminy Nowe Brzesko to najlepsza lekcja patriotyzmu.

 

Oprac. Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Marzena Sobczyk

6.Tajemnice opuszczonych miejsc

W naszej okolicy znajdują się miejsca opuszczone, niektóre z nich znane są tylko z przekazów ustnych

W Starym Brzesku, w okolicach Domu Strażaka w Hebdowie, znajduje się wzgórze, porośnięte starymi drzewami. Na przełomie XVIII-XIX w. znajdował się tam cmentarz. Obecnie można tam spotkać ślady dawnych mogił oraz groby z czasów II wojny światowej.

Ze Starego Rynku prawdopodobnie wywodzi się niezwykła tajemnicza budowla, która znajduje się pod ziemią. Są to podziemne lochy, rozprowadzone pod częścią Nowego Brzeska. Szczególnie uwidoczniły się na ul. Piłsudskiego, w Nowym Rynku i jego okolicach na ul. Krakowskiej oraz na ul. Wesołej. W niektórych miejscach obsunęła się ziemia i lochy się uwidoczniły. Jednak są domy na Nowym Rynku i ul.Krakowskiej/wg. przekazu p. A. Fluder/, których piwnice są połączone z wejściem do lochów. W jednej z piwnic mieszkały zaprzyjaźnione z ludźmi nietoperze, które wyleciały z lochów. Najprawdopodobniej podziemne tunele prowadzą do klasztoru w Hebdowie. Najstarsi mieszkańcy Hebdowa twierdzą, że drugi tunel może przebiegać pod dawnym korytem Wisły i łączyć klasztor z Groblą. W 1948 r. m. in. p. Włodzimierz Kucharski z kolegami przeszli tunelem od połowy ul. Piłsudskiego do Nowego Rynku. Nie mogli iść dalej, ponieważ gasły im świeczki. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstały tunele, może w czasie „potopu szwedzkiego”? W XVII w. nasza okolica była palona i grabiona, doznała  wielu strat. Lochy na  pewno służyły jako schronienie ludzi przed niebezpieczeństwem, były miejscem ukrycia rzeczy przed wrogiem. Czemu lochy prowadzą do klasztoru  w Hebdowie .

Nowe Brzesko jest nierozerwalnie związane z Hebdowem, bo życie w naszym dawnym mieście płynęło w „ rytmie klasztornych dzwonów”, a podziemia klasztoru mogły być dobrą kryjówką.

W okolicach Nowego Brzeska znajdują się place po cmentarzu  choleryków, cmentarzu  żydowskim i  szubienicy.

Prawdopodobnie przed I wojną światową, w początkach XX wieku, w Nowym Brzesku i okolicach,  panowała epidemia cholery. Próbowano zapobiec rozszerzaniu się tej epidemii, więc zmarłych ludzi chowano z daleka od zabudowań. Nie usypywano mogił, groby były znaczone dużymi kamieniami. Plac po cmentarzu znajduje się w odległości 3 km od Nowego Brzeska w pobliżu Józefowa.

Dawny cmentarz żydowski-kierchów /miejsce nazywane przez ludzi -Kierków, Kierkut/ leży około  1km od Nowego Brzeska,    w kierunku Szpitar. Ludzie mówią, że znajduje się koło Krzykowego Lasku /dawniejszego właściciela cegielni/ Szczególnie w latach trzydziestych XX w. dość dużą liczbę naszych mieszkańców zamieszkiwali Żydzi. Ze względu na wyznanie religii mojżeszowej mieli swój dom modlitwy -bóżnicę - oraz cmentarz. Dzieje historii wywarły niekorzystny ślad na wyglądzie cmentarza .

Na rozstaju dróg prowadzących do Józefowa i Przybysławic jest postawiona kapliczka, dawniej stał tu duży drewniany krzyż. Ludzie nazywają to miejsce Szubienicą. Jest to miejsce dawnych egzekucji, owiane opowieściami o duchach strachach. Jak długo były tam wykonywane wyroki, nie wiadomo. Mieszkańcy mówią, że „ za cara” wieszano skazanych. Te opuszczone miejsca znajdują się wśród pól, trudno popatrzeć się ich śladów. Tylko właściciele okolicznych pól zachowują ich granice, pamiętając, że kryją ludzkie losy i ciała.

W centrum Śmiłowic, na wzgórzu, rozciąga się piękny, choć obecnie zaniedbany, park krajobrazowy z ruinami pałacu w stylu klasycystycznym z początku XIX w.

W okresie międzywojennym, gdy właścicielami okolicznej ziemi byli państwo Zdanowscy, pałac otoczony był wspaniałym parkiem i ogrodami róż. Po wojnie grunty dworskie rozparcelowano, a w pałacu umieszczono obiekty użyteczności publicznej: przedszkole, sklep, urząd gminy, urząd pocztowy, "Klub Rolnika" i mieszkania pracowników Spółdzielni Produkcyjnej.

W latach sześćdziesiątych pałac spłonął,          a pozostałości jego murów z roku na rok bardziej niszczeją. Drzewostan parku, chociaż od lat zapuszczony, nadal prezentuje się okazale (ogromne lipy, wiązy, graby, sosny i kasztanowce, a wśród nich rzadko występujący w Polsce kasztanowiec czerwony).

Pałac i park równie ciekawie wyglądają nocą ,w świetle księżyca...

Szczególnie dla tych, którzy lubią przeżyć dreszczyk emocji. Najstarsi mieszkańcy Śmiłowic wspominają bowiem, że z tym miejscem związane są niesamowite zjawiska. Podobno w pałacu, jeszcze przed wojną, czasami późnym wieczorem    z niewyjaśnionych przyczyn gasły lampy, otwierały się i z hukiem i zatrzaskiwały drzwi, słyszano kroki...

Służba pałacowa wierzyła, że to duch ojca właścicielki, którego mogiła miała się znajdować w zagajniku powyżej pałacu.

Inni utrzymują, że zapóźnionym przechodniom na brzegu parkowej skarpy ukazywał się wielki biały pies ciągnący za sobą łańcuch. Towarzyszył im aż do przydrożnej kapliczki na skrzyżowaniu dróg...

Wszystko to działo się dawno temu, lecz mieszkańcy wsi są dumni, że tajemnicze historie dzieją się nie tylko we wspaniałych książęcych zamkach.

Oprac. Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Krystyna Sibiga, Marzena Sobczyk

III. TRADYCJE, WIERZENIA, OBRZĘDY W ROKU KALENDARZOWYM

1. Nadzieja i wróżby na Nowy Rok

W naszych tradycjach zauważamy dwa pierwiastki: jeden – chrześcijański, drugi – ludowy, pogański. Obydwa pierwiastki trzeba było pogodzić, nadać im nową oprawę. Nasze wierzenia wpisane są w rytm roku kalendarzowego oraz kościelnego.

Nowy rok wyznacza początki czegoś nowego, nieznanego, lepszego, magicznego. Jest hucznie witany: fajerwerkami, tańcami, toastami i życzeniami. Zabawa sylwestrowa rozpoczyna się jeszcze w Starym Roku i trwa do rana Nowego Roku. Dawniej był to wieczór wróżb i żartów. Jeżeli w tym dniu udało się kogoś na żarty okraść, to cały nadchodzący rok był szczęśliwy. Mówiono „Jaki Nowy Rok, taki cały rok”. Znany jest zwyczaj, który już zaginął. W tym szczególnym dniu gospodarz (gospodyni) udawał się ogrodu. Brał gałąź i lekko uderzał drzewko, mówiąc: „Będziesz rodziła, to Cię nie będę bił(a).

Nowy rok to początek karnawałowych szaleństw i odwiedzin duszpasterskich w parafii.

Oprac. Jadwiga Wędel

2. Pamiątka Święta Trzech Króli

W dniu 6 stycznia przypada święto Objawienia Pańskiego, znane u nas pod nazwą Trzech Króli, na pamiątkę hołdu złożonego Jezusowi przez Mędrców ze Wschodu.

Do dzisiaj zachował się piękny zwyczaj związany ze świętem Trzech Króli.

W dniu tym poświęconą kredą na drzwiach (lub uszaku drzwi) pisze się rok Pański obecny i litery K+M+B (Kacper, Melchior, Baltazar).

Litery te znaczyły dawniej: Niech Chrystus mieszkanie błogosławi (łac. Christus monsionem benedicat).

Nieco mniej popularnym jest zwyczaj wróżenia z cebuli. Gospodarze na wsi zaglądają w tym dniu do dwunastu łupek cebuli, do których w wigilijny dzień nasypali soli. Która z nich w kolejności była wilgotna, ta zwiastowała mokry miesiąc w danym roku.

Przysłowie: „Gdy Trzej Mędrcy dary w mrozie składają, rzeki lodem skute do wiosny trzymają”

Oprac. Małgorzata Toroń

3.Przed czym chroni światło gromnicy?

Uroczystość oczyszczenia Najświętszej Marii Panny  i Ofiarowania Pańskiego czyli święto Matki Boskiej Gromnicznej przypada 2 lutego. Jest to stare święto maryjne, święto światła, dlatego urządzano w ten dzień procesję ze świecami. Światło symbolizuje Chrystusa Światłość Najdoskonalszą.

Ludzie przez wieki świecą w tym dniu gromnice. Dawniejszy zwyczaj kazał wracać                z kościoła do domu z zapalonymi świecami. Po przyjściu do domu przez okopcenie zapaloną gromnicą czyniono znak krzyża na futrynach drzwi, a jeszcze wcześniej na stragarzach. Miało to chronić dom przed pożarem. Zwyczaje te zachowane są do dziś, zwłaszcza przez starsze pokolenie lub rodziny pielęgnujące tradycje. Do tej pory ludzie wierzą , że ogień święconej gromnicy, za wstawiennictwem Matki Bożej, chroni przed piorunami         w czasie burzy oraz innymi niebezpieczeństwami. Gromnicę wręcza się również konającym w ochronie przed napaścią złych duchów w „intencji” o lekką śmierć.

W uroczystość Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków, choinek i wizyt duszpasterskich w domach.

W tym dniu zwracano baczną uwagę na pogodę, ponieważ ocieplenie stanowiło niechybną zapowiedź długotrwałych mrozów, a mrozy wróżyły szybkie nadejście wiosny. „Kiedy na Gromniczną  mróz, zładuj sanie, szykuj wóz” , „Kiedy na gromniczną ciecze, zima się jeszcze przewlecze”, Na Gromniczną Niedźwiedź budę naprawia  albo rozwala”.

Oprac. Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

4. Święcone jabłko na chore gardło

Trzeciego lutego w dzień św. Błażeja święci się w kościele jabłka. Jabłka mają uchronić przed chorobą gardła.

Oprac. Małgorzata Toroń

5. Od karnawału do Popielca

Czas od Tłustego Czwartku do Wstępnej (czyli Popielcowej) Środy nazywano mięsopustami (od mięso opustu). Trzeba było pożegnać się z tymi przysmakami                   w nadchodzącym Wielkim Poście, który był ściśle przestrzegany.

W zapusty bawiono się po staropolsku: kuligi, tańce, obżarstwa. We wtorek już były podawane pierwsze postne potrawy: mleko, jaja, śledzie (śledziówka). Był to podkurek. Dawniej w Nowym Brzesku w Ostatki chodzili przebierańce. Młodzi, przebrani mężczyźni chodzili po ulicach i domach. Często odgrywali przebieg ostatniego przed ostatkami wesela. W ostatki młodzież bawiła się osobno. W pobożnych domach przerywano zabawy o północy z wtorku na środę. W środę Popielcową  wszyscy zdążali do kościoła, gdzie posypywano głowy popiołem ze spalonej święconej palmy. Ten zwyczaj zachował się do dnia dzisiejszego. Przypomina odwieczną prawdę „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”.

W Tłusty Czwartek nie ma już hucznych zabaw, a z dawnych obrzędów został zwyczaj objadania się pączkami, chrustami.

Oprac. Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

6.„ Witaj  Wiosno !”

Jeszcze pół wieku temu w Wielkim Poście w tzw. Białą Niedzielę  (5 niedziela postu) na obszarze prawie całej Polski topiono Marzannę. Była to kukła ze słomy umocowana na długim drągu i ubrana w kobiece szaty (często strój ludowy), z którą dziewczęta szły przez wieś, by następnie wrzucić ją do wody.

Zwyczaj topienia Marzanny jest bardzo stary. Najdawniejsza informacja o nim pochodzi z kronik Jana Długosza, który zanotował, że w polskich wsiach wiosną wynosi się „bałwany Marzanny i Dziewanny” osadzone na długim drągu i  „ zatapia je w bagnie.”

Wspomina o tym również kronikarz Marcin Bielski w „Kronice Polskiej” z 1597r. Pisał między innymi, że  w okresie Wielkiego Postu „w białą niedzielę topili bałwana , jeden ubrawszy snop konopi albo słomy w odzienie człowiecze, który wszystka wieś prowadziła, gdzie najbliżej było jakie jeziorko czy kałuża, tam zebrawszy z niego odzienie, wrzucali do wody. (…) Zwali tego bałwana Marzanna.” Bielski wspomina, że obrzędowi temu towarzyszyły pieśni o śmierci.

Synod Poznański z 1420 r. w swoich uchwałach zalecał duchownym:

„Nie dozwalajcie , aby w niedzielę, którą zwie się Lactera albo Biała Niedziela, odbywał się zabobonny zwyczaj wynoszenia jakiejś postaci, którą śmiercią nazywają , i w kałuży topienie.”

Obecnie zwyczaj już zanika. Topienie Marzanny bywa czasem organizowane przez szkołę lub przedszkole w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny – 21 marca. Wtedy barwny korowód udaje się nad wodę, aby utopić słomianą kukłę i wrócić                               z różnobarwnymi kwiatami symbolizującymi nadejście wiosny.

Zwyczaj ten powraca również w obrzędowości Świąt Wielkanocnych jako unicestwienie Judasza.

Oprac. Maria Pempuś,

7.  Tajemnice  i  znaki  Zmartwychwstania

WIELKI  TYDZIEŃ

Ostatni tydzień Postu nazywamy Wielkim Tygodniem. Nazwę taką nosił od IV wieku. Pierwsi cesarze chrześcijańscy osobnymi ustawami zabraniali w tym czasie rozrywek, prowadzenia rozpraw sądowych i robót publicznych. Zachowywano też post ścisły. Do niedawna w wielu regionach Polski jedyne pożywienie w tym czasie stanowił postny żur, kasza, kapusta i ziemniaki nie maszczone. Nie jedzono tłuszczów. Ograniczono się do jednego posiłku w ciągu dnia. Często poszczono o chlebie i wodzie.

NIEDZIELA  PALMOWA .

Niedzielę Palmową nazywano w Polsce Niedzielą Wierzbną lub Kwietną. Zgodnie        z przekazem ewangelicznym z gałązkami palmy w ręku witano przybywającego na osiołku do Jerozolimy na święto Paschy, Mistrza z Nazaretu.

W chrześcijańskim roku liturgicznym Niedziela Palmowa rozpoczyna ostatni tydzień Wielkiego Postu – okresu przygotowania do Wielkanocy.

Już w IV wieku w Jerozolimie tego dnia odbywała się uroczysta procesja,

a jej uczestnicy nieśli palmowe gałązki. W Europie zastąpiły je pierwsze zielone gałęzie wierzby, uważane za symbol Zmartwychwstania.

Palmy zaczęto święcić w kościołach w XI wieku. W Polsce pojawiły się wraz z przyjęciem chrześcijaństwa. Najczęściej tworzy je kilka związanych w pęk witek wierzby z baziami. Wierzba to symbol budzącego się życia  i płodności. Do dziś przetrwała wiara, że połknięcie „bazi” chroni przed bólem gardła, przeziębieniami, daje zdrowie i siłę na cały rok.

W okolicach Krakowa do palmy dodaje się sitowia i szuwarów. Palmy ubiera się barwinkiem, mirtem, wstążkami, papierowymi kwiatami. Wielkość palm jest różna, od małych po kilkunastometrowe olbrzymy. Organizowane są konkursy na najpiękniejszą lub najwyższą palmę.

Poświęcone palmy przechowuje się w domach zatknięte za „święty obraz” lub wstawione do suchego wazonu, wierząc, że chronią przed chorobą, nieszczęściem. W czasie burzy wystawia się je w oknie, aby chroniły przed uderzeniem pioruna. Palmą przyniesioną z kościoła głaskano bydło, żeby było zdrowe. Ludzie również chłostali się święconymi palmami dla zapewnienia sobie zdrowia.

W Niedzielę Palmową po sumie odbywały się przedstawienia pasyjne.

Do dnia dzisiejszego misteria ludowe wystawiane są w każdy Wielki Tydzień

w Kalwarii Zebrzydowskiej.

WIELKI CZWARTEK

Na wypadki, jakie dokonały się w Wielki Czwartek składają się: Ostatnia Wieczerza Chrystusa z Apostołami, ustanowienie Najświętszego Sakramentu i sakramentu Kapłaństwa.

Tego dnia dozwolona jest tylko jedna Msza święta koncelebrowana   w godzinach wieczornych .Uczestniczą w niej wszyscy kapłani w parafii ( symbol Chrystusa  i Apostołów). W katedrach i w niektórych klasztorach jest zwyczaj, że celebrans umywa nogi 12 biedakom na pamiątkę, jak Chrystus umył nogi swoim Apostołom. Kolberg pisze, że również królowie polscy na zamku w tym dniu umywali nogi 12 biednym i suto ich podejmowali.

Od Wielkiego Czwartku aż do rezurekcji lub mszy wieczornej w Wielką Sobotę milkną dzwony, odzywają się tylko kołatki. W całej Polsce w tym czasie chłopcy biegali po wsi, hałasując klekotkami. W ten sposób „wypędzali” z ludzkich sadyb wszelkie zło.

Dziewczęta kąpały się w zimnej wodzie, gdyż jest przesąd, że która panna wykąpie się w Wielki Czwartek, będzie cały rok zdrowa i ładna. Tego dnia dziewczęta wybiegały również do lasu po lubczyk.

WIELKI PIĄTEK

To dzień śmierci Pana Jezusa. W tym dniu żaden z kapłanów nie sprawuje Ofiary Mszy świętej, gdyż w tym dniu Chrystus złożył swojemu Ojcu ze swojego życia najwyższą Ofiarę.

W tym dniu zachowywano zawsze post ścisły, często tak surowo, że nie przyjmowano cały dzień żadnego pokarmu ani napoju.

W kościołach ubiera się Grób Pański, a w nim umieszcza się figurę martwego Chrystusa. Grób dekoruje się. Niekiedy symbolika religijna łączy się

z narodową. Przy Grobie Pana Jezusa od nabożeństwa w Wielki Piątek do rezurekcji              w Wielką Niedzielę lub Mszy wieczornej                 w Wielką Sobotę czuwa straż w mundurach strażackich z halabardami. Strażnikom nie wolno się poruszyć. Zbrojna asysta przy Bożym  Grobie ma dawną tradycję. Starą polską piękną tradycją jest też odwiedzanie przez   wiernych Grobów Pańskich.

W Wielki Piątek gospodynie rozsypywały po polu popiół i tłukły garnek,

w którym go przyniosły.

Była to wróżba pogody i urodzaju. Tego dnia sadzono również drzewa owocowe, wierząc, że będą dobrze rodziły. W tym dniu  przed południem najlepiej siać jęczmień, żeby był dobry urodzaj.

WIELKA SOBOTA

W Polsce trwa jeszcze cały dzień adoracja Chrystusa w grobie.

Kapłani święcą pokarmy. Wierni niosą do kościoła kosze, a w nich: chleb , wędlinę, ciasto, chrzan, sól, pisanki i cukrowego baranka. Pisanki, czyli kolorowe wielkanocne jajka, uchodzą za symbol życia i istnienia. Jajko u chrześcijan jest symbolem zmartwychwstania. Prawdopodobnie ludność słowiańska znała pisanki jeszcze przed             X wiekiem. Były one wtedy przedmiotem magicznym, służącym do obrony domostwa przed złymi duchami. Malowanie jaj uważano za warunek istnienia świata i wierzono, że zaniechanie tego zwyczaju sprowadzi katastrofę. Jednak w najbardziej powszechnym pojęciu jajko było symbolem odradzającego się nowego życia i  ukrytej siły witalnej. Króluje zatem   na wielkanocnym stole. Po przyniesieniu święconego z kościoła uważano, aby nie tknęły go kury, bo przestawały się nieść.

W Wielką Sobotę odbywa się również poświęcenie wody chrzcielnej. Część wody wydziela się osobno jako wodę święconą w dużych naczyniach.  Ludzie biorą ją do domów, aby mieć do swoich kropielniczek przy wejściu lub na wypadek przyjścia kapłana do chorego. Był zwyczaj, że każdy kosztował tej wody najpierw sam, aby dla siebie uprosić błogosławieństwo Boże.

Wieczorem przy poświęceniu ognia lud gromadzi się przed kościołem, aby po poświęceniu zabrać opalone gałązki do domu, by chroniły domostwo od pożaru i nieszczęść.

Całość obrzędów Wielkiej Soboty kończy Msza  św. Na „Gloria” zapalają się światła, biją dzwony na znak radości, że zbliża się tajemnica Chrystusowego Zmartwychwstania.

Mieszkańcy Nowego Brzeska użyczali tej nocy gościny zaprzyjaźnionym rodzinom z okolicznych wsi, aby nikt nie spóźnił się na rezurekcję.

W Hebdowie i Smiłowicach w noc z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę kawalerowie malują „zurki”. Na ścianach lub oknach domów zamieszkałych przez panny na wydaniu maluje się wapnem różne dowcipne napisy. Pokrywa się też błotem okna, aby panna zaspała. W ostatnich latach doszła do tego tradycja zdejmowania bram, wytaczania wozów na pole. Spieszący na rezurekcję mają okazję odczytać zabawne napisy na asfalcie.

NIEDZIELA  ZMARTWYCHWSTANIA  PAŃSKIEGO

Święta Wielkiej Nocy podkreślają nasz narodowy charakter, naszą polską serdeczność i głęboką pobożność, dzięki którym religia i obyczaj przenikają się wzajemnie. Zawsze były dla Polaków symbolem zwycięstwa dobra nad złem, prawdy nad kłamstwem, ducha nad materią. Dlatego też Wielkanoc w Polsce obchodzono niezwykle uroczyście.

W Nowym Brzesku o świcie ulicami przechodził dobosz i bębnił, aby obudzić mieszkańców na rezurekcję. Dawniej dzieci, po 40-dniowym poście

czekające na lepsze jedzenie, z zadowoleniem wołały:

„Tata bije ram – ta- ta,

Matka kawę gotuje.”

Kto żyw spieszył na rezurekcję. Podobnie jak dzisiaj  wśród bicia dzwonów odbywała się uroczysta procesja z Najświętszym Sakramentem, a po niej następowała Msza św.

Ludwik Hieronim Morstin  wspomina:

„Pamiętam z czasów mego dzieciństwa ,że w czasie rezurekcji wychodziło się na wzgórze ku Gruszowu, by słuchać, jak „Zygmunt” dzwoni. Wtedy w głębokiej ciszy dolatywał od zachodu szum jakby skrzydeł wielu  ptaków.

W tym szumie wprawne ucho mogło odróżnić dźwięk spiżowego olbrzyma z wieży katedry wawelskiej. Przez granicę dobrze strzeżoną dolatywał głos dzwonu ulanego przed wiekami ze zdobytych armat wołoskich, a jego spiżowe serce przemawiało do serc naszych, urodzonych w niewoli , o chwale dawnej Polski.”

Po rezurekcji przychodzono do domu i spożywano obfite wielkanocne śniadanie. Zaczynano je od dzielenia się jajkiem i składania sobie życzeń.

Oprócz jaj, różnego rodzaju wędlin, mięs, pasztetów podawano ciasta: baby, mazurki, serniki.

Pierwszy dzień świąt upływał na ogół w ścisłym rodzinnym gronie.

PONIEDZIAŁEK   WIELKANOCNY

To dzień harców i swawoli. W Polsce słynie z oblewania się wodą. Nadawano temu zwyczajowi różne nazwy. Dziś najpopularniejsza to śmigus – dyngus. Powstała ona               z połączenia dwóch wielkanocnych obrządków. Dyng to datek od gospodyni dla chłopców chodzących po domach po dyngusie, najczęściej były to wielkanocne przysmaki. Śmigus to uderzenie wierzbową rózgą z baziami, co miało przynieść szczęście. We właściwy dyngus mężczyźni oblewali kobiety, a następnego dnia kobiety mężczyzn. Dziś już nikt tego nie rozgranicza. W Poniedziałek Wielkanocny każdy może zostać oblany.

Oprac. Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Krystyna Sibiga

8. Prima Aprilis - nie mów, bo się pomylisz.

1 kwietnia tradycyjnie dla żartu wzajemnie oszukujemy się, nabieramy                         i wyprowadzamy w pole. Pochodzenie tego obyczaju nie jest do końca wyjaśnione. Niektórzy twierdzą, że wywodzi się on od uroczystości dawnych Rzymian na cześć bożka śmiechu i wesołości, a autor znakomitej encyklopedii staropolskiej Zygmunt Gloger podaje, że "...zwyczaj ten powstał w Judei, gdzie Żydzi nie wierząc w Zmartwychwstanie Pańskie uczyli podobno kłamać żołnierzy i wszystkich..."

Starożytni Rzymianie rozpoczynali nowy rok 1 kwietnia, w dniu, w którym wracała wiosna. Dzień ten przebiegał radośnie, wśród zabaw i śmiechu.

A przecież ułomna natura ludzka skłania człowieka do śmiechu, szczególnie wtedy, gdy bliźni nie poznał, że jest zwodzony. Może stąd zwyczaj prima-aprilisowy?

W każdym razie w Polsce już w XVI wieku prima-aprilis uważany był za stary obyczaj. Już bardzo dawno temu nasi pradziadowie 1 kwietnia rozsyłali do krewnych i znajomych listy ze zmyślonymi wiadomościami lub tylko kartki z napisem "Prima - Aprilis".

Do dziś przetrwał zwyczaj ustnego "zwodzenia się", by pośmiać się z łatwowiernych.

Szkoda, że w dzisiejszym poważnym świecie nie wysyłamy sobie różnych dowcipnych karteczek. Tylko mass-media raczą nas tego dnia wiadomościami o pojawieniu się Yeti na krakowskim rynku albo o odkryciu życia na Księżycu.

Oprac. Krystyna Sibiga

9. Zielone Świątki

W maju, najpiękniejszym miesiącu roku, gdy przyroda jest w pełnym rozkwicie, obchodzimy Zesłanie Ducha Świętego zwane Zielonymi Świątkami. W wielu miejscowościach ciągle żywa jest tradycja majenia w przeddzień domu i obejścia.                W kątach mieszkania i za obrazami umieszcza się świeże gałęzie kasztanowca. Czysto zamiecione podwórze i ścieżki zdobi się wisem (tatarakiem).

Także w maju (najczęściej, bo są to święta ruchome, liczone od Wniebowstąpienia Pańskiego) przypadają "Dni Krzyżowe". W tych dniach przy wiejskich kapliczkach i krzyżach dokonuje się uroczystego poświęcenia pól.

W niektórych wsiach odbywają się jeszcze, według starego obyczaju, procesje z pochodniami. Wróży to Boże błogosławieństwo i dobre urodzaje.

Oprac. Krystyna Sibiga

10. „Pójdźcie do mnie dziatki moje” – atmosfera majówek

W maju jest najpiękniej. Kwitnące  kwiaty przyciągają nasze oczy, wszędzie unosi się piękny zapach. Przy przydrożnych, przystrojonych kapliczkach, figurkach jeszcze do tej pory rozbrzmiewają pieśni ku czci Matki Boskiej.

Kto choć raz śpiewał te pieśni, nigdy nie zapomni tej bliskości z Bogurodzicą. W każdy dzień maja odbywają się w kościołach nabożeństwa majowe – majówki. Zwłaszcza dzieci przygotowujące się do pierwszej komunii świętej  chętnie uczestniczą w tych modlitwach.

W Nowym Brzesku dodatkową tradycją jest to, że rano w każdą niedzielę maja odbywa się koncert majówkowy orkiestry dętej „Lutnia” pod kierownictwem kapelmistrza St. Dankowskiego.

Dawniej w Nowym Brzesku w każdą niedzielę maja odbywały się zabawy.

W dniu 3 maja obchodzimy Uroczystość Marii Królowej Polski i w tym dniu potwierdzamy na uroczystych mszach, że naród polski jest „narodem maryjnym”. Uroczystość ta powstała na pamiątkę ślubów Jana Kazimierza i Konstytucji 3 Maja. Trzeciego maja na wielu domach, urzędach wywieszone są barwy biało-czerwone, odbywają się akademie, a na mszach orkiestra dęta gra pieśni patriotyczne.

W roku 2001 po raz drugi odbyły się „Nowobrzeskie Florianki” trwały od 1 do 6 maja, Związane one były z cyklem imprez sportowo-rekreacyjnych. LOK organizował zawody strzeleckie a w Ośrodku Kultury odbywały się rozgrywki tenisa stołowego. Czwartego maja świętowali strażacy, a piłkarze LKS „Nadwiślanka” rozgrywali mecz  i obchodzili 80 – lecie klubu.

Oprac. Jadwiga Wędel

11. Moc ołtarzy, procesja w Boże Ciało

Uroczystość Bożego Ciała nie tylko jest jedną z najważniejszych, ale także najdawniejszych świąt. Ta uroczystość była ustanowiona od samego Chrystusa na ostatniej wieczerzy. Noszenie publicznie na procesji Ciała Chrystusowego, znajdującego się w Monstrancji oraz jego wystawianie przez całą oktawę, a wszystko oprawione śpiewami, modlitwami, czyni tę uroczystość najwspanialszą. Ludzie z naszej miejscowości szczególnie przygotowują się do tego święta. Wcześniej sprzątają chodniki i ulice przed domem, bielą krawężniki chodników. Dawniej wyścielali wiciem chodniki i ulice. Na wyznaczonych domach przygotowywane są ołtarze, przystrojone zielonymi gałązkami. Uroczystą procesję prowadzą księża.

ona uświetniona grą orkiestry dętej „Lutnia”, śpiewem chóru, sypaniem kwiatów przez dziewczynki w strojach krakowskich, pochodem dzieci w strojach  komunijnych, noszeniem obrazów, sztandarów, figurek. Procesja odbywa się od Starego do Nowego Rynku zatrzymując się i modląc przy czterech ołtarzach. Ludzie wierzą, że zielone gałązki z ołtarzy natchnięte w pole, chronią zbiory od gradu.

Dawniej procesję Bożego Ciała uświetniał pochód braci cechowych. Obok baldachimu, pod którym szedł ksiądz                   z „Panem Jezusem: prowadzony przez mężczyzn, szli cechowi ze świecami. W Nowym Brzesku, w kościele było pięć cechów. Bracia cechowi opiekowali się obrazami sztandarami  i ołtarzami. Każdy cech obsługiwał swoich członków na ślubie lub pogrzebie ( teraz głównie na pogrzebie). Cech szewców opiekował się głównym ołtarzem, krawców – Matką Boską Częstochowską, rolników – Św. Anną, rzeźnicy – Sercem Pana Jezusa. Wspólną opieką (wspólacki) objęta była Matka Boska Bolesna. Po procesji Bożego Ciała bracia cechowi spotykali się w domu cechmistrza.

Obecnie, choć bracia cechowi nie wykonują ściśle zawodów wynikających z nazw, ale nadal istnieją cechy, oprócz cechu zajmującego się głównym ołtarzem. Cechmistrz zmarł i nie ma następcy.

W zakończenie oktawy procesja odbywa się wokół kościoła. Święci się wianki, które potem wiesza się przed domem. Mają stanowić ochronę przed burzą.

Oprac. Jadwiga Wędel

12. Pływające wianki, czyli uroki sobótek

„Jutro święty Janek

puśćmy na wodę wianek”

W wigilię św. Jana przypada przesilenie dnia z nocą. Najkrótsza noc roku z 23 na 24 czerwca nazwana została od imienia św. Jana nocą świętojańską.

Jej wcześniejsza nazwa to sobótka. Sobótka to nasze słowiańskie walentynki, święto miłości, radości i wróżb.

Wierzenia ludowe przypisują nocy świętojańskiej tajemnicze dziwy w przyrodzie. Wtedy podobno kwitnie paproć. Dawniej młodzież paliła ogniska po łąkach i zagajnikach i szukała w lesie kwiatu paproci.

W noc świętojańską zbiera się zioła, gdyż jak głosi legenda zbierane wtedy mają szczególna moc.

Jednak najpowszechniejszym zwyczajem było puszczanie wianków na wodę. W tę noc panny rzucały na wodę wianki, często z zapaloną w środku świeczką.

Tak też rzucały wianki panny z Nowego Brzeska i okolic, a chłopcy czekali w Hebdowie      i starali się je wyławiać.

Płynące wieczorem po Wiśle wianki przedstawiały niezapomniany widok. Jeszcze do dzisiaj starsi mieszkańcy Nowego Brzeska i okolic pamiętają urok tego święta i płynące po Wiśle wianki.

W rękopisie Józefa Kudelskiego, poety amatora, wspomnianego w rozdziale II (Od Starego Rynku do Nowego)  znajduje się taki oto wiersz:

Wianki

„Wianki z falami spłynęły,

spłynęły aż hen na morze,

daj męża ładnej dziewczynie

daj męża dobry Boże!

Na co ten mąż jej się przyda,

nie bardzo wiedzieć może,

lecz skoro już taki zwyczaj,

daj męża dobry Boże!”

Oprac. Małgorzata Toroń

13. „Najświętszej Panienki siła, że kłosy, kwiaty, zioła rozsiała ...”

15 sierpnia obchodzimy Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny, czyli Święto Matki Boskiej Zielnej.

Od końca X wieku był zwyczaj święcenia ziół polnych oraz owoców, sadów i pól na pamiątkę tych ziół, kwiatów, jakie apostołowie znaleźli po otwarciu grobu Matki Bożej. „Każdy kwiatek w ten dzień woła: weź mnie do kościoła”

Wianki, bukiety święcone w tym dniu były przechowywane obok palmy Wielkanocnej i wianka z Bożego Ciała. Stosowano je w zabiegach leczniczych, chroniły przed burzą i gradobiciem. Zioło zwane wrotyczem było lekarstwem w gorączce dla krowy,  kiedy po wycieleniu się, dostała gorączki.

Święto Wniebowstąpienia NMP jest w wielu parafiach dniem dożynek. Jak mówi stara legenda, to właśnie Matce Zbawiciela zawdzięczamy kłosy zboża. Przed potopem całe źdźbła zbożowe były kłosami, ale Bóg zesłał karę. Kiedy woda poczęła zalewać wszystko. Ona uchwyciła kłos za czuby i osłoniła je swoją świętą dłonią. To ile zdołała uchwycić, ocalało dla ludzi.

Oprac. Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

14. „Dożynkowy wieniec, plonem spływający ...”

Ziemia Proszowicka od najdawniejszych lat była terenem rolniczym, dlatego też kultura i obyczaje przesiąknięte są głosem ziemi. Żniwa stanowiły centralny punkt roku, oczekiwany z nadzieją i troską. Ogrom czasu i pracy, cała racja istnienia rolnika zależały od udanych albo nieudanych zbiorów. O randze żniw świadczy bogactwo wróżb, dotyczących pogody oraz urodzaju na żniwa. „Święta Zofija kłosy rozwija”„Jeżeli padało na Siedmiu Braci Śpiących i na świętego Medarda, a na czterdziestu męczenników był przymrozek, darmo spodziewać się pomyślnych żniw”,” Marzec suchy, mokry maj będzie  żyto niby gaj”, „Pszenica w bławacie, gospodarz w szkarłacie; pszenica w maku, gospodarz w kubraku; pszenica w rumianku, bywaj zdrów, kochanku” Przed żniwami odprawiano uroczystą wotywę. Kapłan mówił „Wlej Panie, błogosławieństwo Twoje na lud Twój  i plony ziemskie ... Racz obdarzyć nas urodzajem owoców ziemi, bez których w życiu doczesnym obejść się nie możemy.”  Nadchodził wreszcie szczęśliwy dzień, gdy kłosy zbielałe proszą o sierp lub kosę. Żniwa rozpoczynane były w sobotę, dzień poświęcony Marii, Matce Bożej. Wychodzą na pole starzy i młodzi, pięknym półkolistym  ruchem koszą zboże, każdy ruch jest celowy oszczędny, nabiera cech prawie liturgicznych. Z każdego pola najpiękniejsze kłosy odkładają żniwiarze na  wieniec. Prócz zboża w wieniec kobiety wplatają: kwiaty, szyszki chmielu, jarzębiny i kaliny. W okresie pańszczyźnianym, przodownica w otoczeniu żniwiarzy         i żniwiarek pracujących u dziedzica, zanosiła wieniec do dworu po czym następował poczęstunek i zabawa.

W późniejszym okresie obyczaj ten przerodził się w święto całej wsi zwanej dożynkami. Odbywały się one w dniu Wniebowstąpienia Matki Boskiej – ponieważ ona Matka Siewna, Matka Zielna  odziana w koronę  uwitą z kłosów, zroszoną kroplami znojnego ludzkiego potu opiekowała się żniwiarzami. Młodzież, ubrana w regionalne stroje krakowskie,  kopnym wozem przystrojonym w kolorowe wstążki i kwiaty wiozła wieniec do kościoła. Barwnemu korowodowi towarzyszyli krakowiacy jadący na koniach  oraz grajkowie. Rozbrzmiewały dożynkowe pieśni, i  przyśpiewki.  Po mszy i poświęceniu wieńca dożynkowego powracano do swej miejscowości, wręczano wieniec gospodarzowi i gospodyni dożynek. Przyśpiewkę tę do tej pory pamięta Mieczysław Regnowski z Przybysławic. Z miejscowości, w której urządzano jedne   z barwniejszych dożynek.

„Przynieśliśmy wam wieniec ze żyta,

Żebyście mieli chleba do syta

Przynieśliśmy wam wieniec z pszenicy

By kupić suknię dla przodownicy,  itd.

Gospodyni częstowała wszystkich chlebem upieczonym z  mąki pochodzącej               z nowych zbiorów. Rozpoczynały się  występy młodzieży, wiejskich grup zrzeszonych w Kołach Gospodyń. Śpiewano przyśpiewki, odgrywano skecze, tańczono krakowiaka, kujawiaka lub  inne tańce polskie. Jedna z najstarszych i najpopularniejszych pieśni dożynkowych to pieśń „Błogosławiony chleb ziemi czarnej”. Słowa zachowały się w zeszycie znanej śpiewaczki ludowej pani Franciszki Ciepłej, laureatki Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu Dolnym. Pieśń ta często śpiewana była przez zespół „Rudnowianki”

„Błogosławiony chleb ziemi czarnej

Wieczna miłość, wieczny trud

Dom matczyny radosny ofiarny

Zło na ziemi słońca płód.

Ref. Wyciągnijcie ręce ku dobroci

Niechaj je Wam Panieneczka złoci

Niech się krzywda, ni zdrada nie zdarzy

Ziemio Matko krzywdy broń.”

Po występach odbywała się zabawa, w której uczestniczyli rolnicy z pobliskich okolic. Zwyczaj ten nie zanika i Dożynki odbywają się również obecnie. Pani Zofia Ryńca i zespół ludowy ze Szpitar podtrzymują tradycję i śpiewają dawne dożynkowe pieśni oraz przyśpiewki.

Oprac. Marzena Sobczyk, Jadwiga Wędel

15. „Rolnik ... rzuca w ziemię złote ziarna, za nim Matka Boża      Siewna idzie niewidzialna”

Narodziny Najświętszej Marii Panny czyli Matki Bożej Siewnej obchodzimy 8 września. W tym dniu święcone jest zboże siewne, żeby rzucone w ziemię zaowocowało.

„Bądź patronką po wsze czasy

Matko Siewna w niebie

Bo z miłości do Ojczyzny

Rolnik obrał Ciebie”

Z. Jurkowska

W gospodarstwie z tradycjami, przed siewem kropi się ziemię wodą święconą.

Oprac. Marzena Sobczyk, Jadwiga Wędel

16. Zaduma nad grobami najbliższych

1 listopada Wszystkich Świętych

Kult zmarłych i powaga wobec majestatu śmierci zrodziły się w niepamiętnej przeszłości, choć formy ich wyrażania zmieniały się wraz z rozwojem cywilizacji                   i zależne były od wierzeń religijnych danej społeczności.

Dla chrześcijan uroczystość Wszystkich Świętych jest nadzieją, że na ziemi nie wszystko się kończy wraz z odejściem człowieka.

W tym dniu zapełniają się cmentarze ludźmi odwiedzającymi tych, którzy odeszli. Składamy kwiaty, pali się znicze.

Według starych religii zapalane przy mogiłach lampki i świece były znakami rozpoznawczymi dusz osób nieżyjących, zbłąkanym duszom ułatwiały orientację  w szukaniu drogi do królestwa zmarłych.

Zapalone lampki i znicze były również wyrazem czci oddawanej zmarłym. I w takim znaczeniu obyczaj ten przetrwał do naszych czasów.

2 listopada Dzień Zaduszny

Kościół wspomina w dniu 2 listopada te dusze, które w czyścu oczekują wybawienia.

Wspomnienie wszystkich zmarłych wprowadził opat Benedyktynów w Cluny św.Odylon w roku 998 i zwyczaj ten szybko przyjął się w całym Kościele.

W wierzeniach ludowych przetrwało przekonanie, że w noc zaduszkową zmarli odwiedzają miejsca, w których mieszkali. Poczucie obecności duchów było bardzo silne. Wierzono, że zmarli o zmroku gromadzą się w kościele, krążą po wsiach, zaglądają do chat. Powstało nawet powiedzenie : „Na Zaduszki przychodzą z tamtego świata duszki”.

Dawniej stawiano na grobach różne potrawy. Urządzano uczty.

Obecnie Dzień Zaduszny jest dniem refleksji i wspomnień o zmarłych, tęsknoty za tymi, którzy odeszli, dniem modlitwy.

Oprac. Małgorzata Toroń

17. Wosk się leje, wosk... - andrzejkowe wróżby

Stary jak świat jest zwyczaj odgadywania przyszłości. W polskim zwyczaju szczególnie popularne były wróżby dotyczące ożenku i zamążpójścia.

Ponieważ wróżby sprawdzają śię tylko w dni do tego przeznaczone, to początek Adwentu jako rozpoczęcie nowego roku kościelnego był czasem jak najbardziej sprzyjającym.

O tych wróżbach mówi stare przysłowie:

"W święto Katarzyny

Są pod poduszką dziewczyny

A w wigilię Andrzeja

Jest dla dziewcząt nadzieja."

A wiąże się to z chowaniem na noc pod poduszkę kartek z imionami dziewcząt lub chłopców wyciąganych po jednej rano, po obudzeniu. Dzisiaj dziewczęta w Andrzejkowy wieczór, tak jak pokolenia ich matek i babek przed laty,  wróżą o swej przyszłości: kiedy wyjdą za mąż, kim będzie małżonek.

Puszcza się na wodę świeczki umieszczone na korkach, układa na podłodze buciki, leje na wodę wosk, z którego kształtów wróży się o przyszłej drodze życia.

O niektórych Andrzejkowych wróżbach już zapomnieliśmy, a przecież jeszcze nie tak dawno wróżono z pierwszych zasłyszanych w tym dniu słów, licząc kołki w płocie czy rzucając do naczynia z wodą pierścionki.

Z dniem świętego Andrzeja łączy się wiele przysłów:

"Gdy św. Andrzej ze śniegiem bieży, sto dni śnieg na polu leży"

"Kiedy na Andrzeja poleje, poprószy, cały rok nie w porę rolę moczy lub suszy"

Czy sprawdzają się te przysłowia?

Oprac. Krystyna Sibiga

18. List do świętego Mikołaja

6 grudnia obchodzimy dzień Św. Mikołaja, patrona dzieci, uczonych. W tym dniu mamy  zwyczaj obdarowywania się podarkami. Dzieci wierzą w Św. Mikołaja, piszą do niego listy z prośbą o wymarzony prezent. Dawniej zwyczaj ten miał bardziej charakter kościelny. To ksiądz przebierał się za Św. Mikołaja i w kościele rozdawał dzieciom prezenty.

Współczesny Św. Mikołaj mieszka w Laponii. W Gminnym Ośrodku Kultury pod dyrekcją Aliny Fluder odbywa się co roku mikołajkowa uroczystość. Św. Mikołaj” rozdaje dzieciom prezenty, jeśli jest śnieg, wozi dzieci na saniach. Do szkoły w Nowym Brzesku też zagląda i wszystkim grzecznym uczniom rozdaje cukierki.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

19. Adwentowe zajęcia

Istotę grudnia stanowi oczekiwanie na Gody czyli Święta Bożego Narodzenia. Ten czterotygodniowy okres oczekiwania zwiemy Adwentem. Dawniejsza nazwa Adwentu to czterdziestnica, ponieważ trwał on czterdzieści dni i rozpoczynał się po Św. Marcinie. Okres ten przeżywano niezwykle uczuciowo z powagą. Starano się nie jeść potraw z mięsa i masła, a głównym pożywieniem były ziemniaki, kapusta, groch, żur, kasza. Obecnie zaczyna się od św. Andrzeja i trwa do Bożego Narodzenia.  Jest  to okres oczekiwania           i  pokuty. Starsi ludzie z okolic Nowego Brzeska mówili:  - „Czeka świat, czekają wszelkie stworzenia. On przyjdzie.” Poprzez modlitwę i pokutę ludzie pragną odzyskać szatę godową. W  tym czasie przestrzegają ściśle postu, nie urządzają ślubów, chrztów, przyjęć.  Tak było od dawien dawna. Jeszcze do dziś funkcjonują  porzekadła:  „Święta Katarzyna klucze pogubiła, Święty Jędrzej znalazł, zamknął skrzypki zaraz” oraz inne „Katarzyna zakazuje, święty Andrzej Zawiązuje”

W czasie długich wieczorów gospodynie gromadziły się po chatach na darcie pierza – tzw. Pierzaki. Pierze było przeznaczone na poduszki, pierzyny puchowe kołdry (były one ważne, ponieważ wchodziły w skład wiana weselnego) Podczas „pierzaków” kobiety opowiadały wtedy  niesamowite historie. Mężczyźni czasami wpuszczali do izby wróble, które robiły dużo zamieszania. Spotkania takie odbywały się nie tylko w czasie adwentu, ale po prostu zimą, kiedy nie było pracy w polu. Darcie pierza kończyło się „wypiórkiem”, któremu towarzyszyły zabawy.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

20. Niepowtarzalny urok Świąt Bożego Narodzenia

Po okresie adwentu następował cykl świąt obchodzonych od Wigilii do Trzech Króli. Obrzędy podczas nich sprawowane, miały na celu uzyskanie nowych sił do przeżycia nadchodzącego roku. Sprawowanie obrzędów zaczynało się od Wigilii.

Wigilia - najbardziej magiczny dzień w roku. Mieszkańcy okolic Nowego Brzeska wierzyli, że dzień ten kreuje nasz los na cały przyszły rok. W przeddzień Wigilii trzeba zdjąć ze sznurka całe pranie. Jeżeli zostanie nawet jedna sztuka, to  kłopoty tego roku przeniosą się na następny. W tym dniu nie wolno było szyć, tkać, motać wełny                       i wykonywać innych prac. Gospodarz budził domowników  wiliokiem ( w okolicach Jaksic zwał się kańcogiem) ukręconym ze słomy warkoczem zakończonym węzłem                 i powiadał: „Do siego roku, żebyś przez cały rok nie miał boloków” czyli wrzodów. Z tym wiliokiem biegano także po sąsiadach, ich także okładano słomą, aby byli zdrowi przez cały rok. Bacznie obserwowano, kto pierwszy przyjdzie do  domu w odwiedziny, jeżeli mężczyzna to przyniesie on zdrowie na cały nadchodzący rok, a kobieta chorobę. Często zdarzało się tak, że kobiet nie wpuszczano do mieszkania.

Od rana kontrolowano swoje zachowanie, wszystkie czynności wykowywano dokładnie, zwracano uwagę by się nie kłócić, nie przeklinać, nie bić. Wierzono, że zachowanie w wigilię będzie obrazować zachowanie w nowym roku. I jeżeli dzieci w tym dniu dostały lanie, było to wróżbą, że przez cały rok często się to będzie zdarzało. Miłe          w tym dniu słowa ukochanej osoby miały gwarantować miłość na przyszłość.

Bacznie obserwowano także zjawiska atmosferyczne i niebo. Jeżeli rano zauważono szron, to wróżyło obfite plony. „Jak Willijo sedzieje, to je cały rok plenisko” Niebo pełne gwiazd wróżyło pomyślność, a niektórzy gospodarze uważali, że kury się będą dobrze nosić przez cały rok, natomiast zachmurzone oznaczało, iż krowy się będą dobrze doiły.

Przygotowania do wieczerzy także miały swój niepowtarzalny urok. Każdy chciał być przydatny, pomagać w świątecznych przygotowaniach, by zapewnić sobie pomyślność w nadchodzącym roku. Mężczyźni szli na ryby albo starali się upolować jaką zwierzynę. Udane łowy wróżyły dostatek w nowym roku. Dzieci stroiły podłaźniczki,              a w późniejszym okresie choinki. Były to symbole odradzającego się życia. Na nich wieszano jabłka, orzechy, pierniki oraz ozdoby z kolorowych papierków, wstążek, ozdób ze słomy.  W okolicach Jaksic dziewczęta przygotowywały pająki-ozdoby ze słomy               i bibuły zawieszane pod sufitem.   Na pamiątkę betlejemskiej stajenki na podłogę  rozścielano  słomę, pod obrus kładziono siano.  Mężczyźni,  ze słomy pszennej wykonywali gwiazdę, którą przybijali pod stragażem. Dzieci wynosiły ją w Trzech Króli na pole pszeniczne. Za obrazy wkładano kopy, czyli wiązki słomy żytniej, którą w Nowy Rok dzieciaki boso zanosiły na pole żytnie. Wołały przy tym: „Idźcie kopy na pole, bo nie ma nic w stodole”. Miało to zapewnić urodzaj na przyszły rok. Inaczej  było w okolicach Nowego Brzeska. Do kąta wstawiano snopy zboża z których po wieczerzy  robiono warkocze i oplatano nimi drzewka owocowe, aby dobrze rodziły w następnym roku.

Niebywały ruch, zapachy i aromaty panowały w kuchni, gdzie krzątały się kobiety. Wśród słodkich ciast pierwsze miejsce zajmowały pierniki i makowce, nie brakowało także korzennych ciasteczek. Brzeszczanie twierdzili, iż mak daje spokojny sen,  miód – słodycz, a orzechy obficie wrzucane do ciasta zapewnią urodzaj i  miłość. Wierzono, że za ich sprawą młodzi szybciej połączą się w pary. Potrawy przyrządzane na Wigilię sporządzano z tego, co rosło w polu, sadzie, lesie i żyło w wodzie. Było to jadło proste,           a więc jedzono: żur na grzybach, barszcz czerwony grzybowy, smażone ryby, śledzie, kaszę z olejem lub ze suszonymi  rozgotowanymi śliwkami, kapustę z grochem, kluski         z makiem, kompot z suszonych śliw, jabłek, i innych owoców. Przygotowania musiały zakończyć się, gdy pierwsza gwiazdka (na pamiątkę tej,  która przed wiekami , w noc narodzin Chrystusa, pojawiła się  nad Betlejem) rozbłysła na niebie, bo właśnie wtedy zasiadano do wieczerzy.

Wieczerza – była symbolem pojednania zarówno pomiędzy ludźmi - światem żywych i umarłych oraz pomiędzy przyrodą. Symbolem pojednania było łamanie się opłatkiem i składanie sobie życzeń. Zaczynał to ojciec rodziny składając życzenia matce,     a potem dzieciom. „Życzę Ci zdrowia szczęścia i wielkiej fortuny, a po śmierci w niebie korony.” lub „Życzę Ci zdrowia, szczęścia i błogosławieństwa Bożego w tym życiu, a po śmierci korony wiecznej szczęśliwości.” . Po tym zasiadano do stołu, gdzie jedno miejsce zostawiano wolne dla nieobecnego członka rodziny, wędrowca lub „duszyczki przybywającej z zaświatów”. Kolację spożywano w spokoju i ciszy, do końca wieczerzy nie można było kłaść łyżek na stole ani wstawać od niego, dopóki wszyscy nie skończyli jedzenia. Ponieważ, wg starej tradycji, kto pierwszy w trakcie wieczerzy, wstanie od stołu, może nie doczekać następnej wigilii”. Dlatego też od stołu wstawali wszyscy razem –           w ten sposób chleb i jadło trzymało się domu  i zachowywano zdrowie i życie.

Dziewczęta na wydaniu wynosiły jedzenie dla psa i bacznie nasłuchiwały z której strony pies zaszczeka, z tamtej przyjdą do niej swaty. Wróżyły sobie także, czy uda im się w nadchodzącym roku wyjść za mąż. Z zasłoniętymi oczami podchodziły i łapały sztachetki płotka, jeżeli chwyciły dwie to wyjdą za mąż jeżeli jedną to jeszcze nie. Gospodyni wynosiła resztki jedzenia, opłatek, siano zwierzętom, aby czarownice im nie zaszkodziły, żeby się dobrze miały w następnym roku. Gospodarz zapraszał na resztki wigilijnego jedzenia wróble, wilki, a nawet mróz. Wołano:  Uku, uku. Nie sprzątano              z wigilijnego stołu, aby nocą mogły się pożywić dusze zmarłych. Gospodarze zabierali także słomę i wychodzili do sadu obwiązywać jabłonki. Podchodząc do drzewka mówili: „Będziesz rodzić. Będę. To cię nie zetnę” i obwiązywali drzewka słomą.

Dopiero po wykonaniu wszystkich prac można było usiąść, zaśpiewać kolędy, wspominać dawne zasłyszane od dziadków historie. Najpopularniejsza to taka, że                w wigilijną noc zwierzęta rozmawiają ludzkim głosem, ale pod żadnym pozorem nie radzono podsłuchiwać zwierząt, bo groziło to rychłą śmiercią. Opowiadano przygodę ciekawskiego gospodarza, który ukrył się w oborze i usłyszał, jak woły zmawiały się, że będą go wiozły na cmentarz. Po tym zdarzeniu za trzy dni zmarł.

Gospodarze spieszyli  się do kościoła, ponieważ kto pierwszy wejdzie do kościoła na pasterkę, będzie pierwszy w pracach gospodarskich i zbierze najlepsze plony. Natomiast chłopaki wędrowali do kościoła z wiliokami, okładając wszystkich napotkanych kuksańcami.

Tak kończył się jeden z najbardziej magicznych dni w roku. Kto nie zaniedbał niczego z przekazanych przez ojców zwyczajów, to będzie miał dostatni i szczęśliwy rok. O tych zwyczajach opowiadała Pani Weronika Sobczyk, Zofia i Antoni Regnowscy.

Boże Narodzenie to święto rodzinne, spędzane w gronie najbliższych, nie można było odwiedzać sąsiadów i znajomych. W tym dniu nie sprzątano, nie zamiatano izb na pamiątkę tego, że Pan Jezus narodził się w barłogu.

Dzień Św. Szczepana – wypadał zawsze 26 grudnia. W ten dzień „Kozdy sobie był pon”, ponieważ dopiero pod koniec dnia służba omawiała warunki przyjmowania się do służby lub odnawiania umów pracy. W kościele obchodzony był  jako dzień pierwszego męczennika. Na porannej mszy święcono owies, a następnie obsypywano się nim nawzajem. Miało to spowodować pomyślność i zapewnić dobry urodzaj. Poświęcony owies dawano także do jedzenia koniom, co miało je chronić przed chorobami.

W Szczepana rano trzeba koniecznie umyć się w wodzie z okruchami chleba                i drobnymi pieniążkami dla powodzenia w przyszłym roku.

Do dziś znane jest powiedzenie „Święty Szczepan zapowiada, jaka pogoda                 w styczniu wypada”. Począwszy od Św. Szczepana, aż do Trzech Króli zapisywano pogodę, jaka była w przeciągu całego dnia, ponieważ odzwierciedlała ona aurę, jaka będzie w przeciągu całego miesiąca. I tak dzień 26.12 to pogoda w styczniu, 27.12 w lutym i tak dalej. Jeszcze obecnie starsi ludzie skrzętnie robią zapiski pogodowe, bo sprawdzają się niekiedy nawet lepiej niż długoterminowa telewizyjna prognoza pogody.

Od Św. Szczepana rozpoczynało się także kolędowanie. Grupy kolędnicze                w okolicach Brzeska były różne. Do najpopularniejszych można zaliczyć: kolędników z gwiazdą, szopką oraz „Herodów” .

Najmłodsi kolędnicy chodzili z szopką, która przybierała przeróżne kształty: budynków, zamków, szałasów. Śpiewali oni kolędy i składali życzenia Szczęśliwego Nowego Roku. Kolędnicy z gwiazdą betlejemską to przeważnie młodzi chłopcy, trzymający w ręce dużą gwiazdę, która pociągnięta za sznurek zaczynała się kręcić,               a świeczka podświetlała różnokolorowe boki gwiazdy. Grupy kolędnicze przebrane               w kostiumy i maski wśród których dominował: Herod, marszałek, śmierć, żyd, anioł               i diabeł  odgrywały przedstawienia  pod oknami lub w domach. Robili oni wiele żartów (np. zmuszali domowników do chwycenia diabła za ogon, a był on nakłuty szpilkami)              w izbie zostawiali po sobie wielki bałagan (rozrzucone trociny, meble). Najbardziej znane grupy „Herodów” wywodzą się z Rudna Dolnego. Najmłodszą z grup kolędniczych przygotowywała pani Barbara Wołoszyn i Halina Adamiec.

Grupy kolędnicze tak wrosły w środowisko nowobrzeskie,  iż obecnie, pod patronatem Gminnego Ośrodka Kultury, odbywa się corocznie konkurs na najładniejszą szopkę               i gwiazdę betlejemską.

Na dzień 27 grudnia przypada uroczystość św. Jana Ewangelisty. Ikonografia najczęściej przedstawia Jana Apostoła z symbolem orła, gdyż teologiczną głębią wzniósł się ponad wszystkich Ewangelistów. Św. Jan bywa również przedstawiany z kielichem zatrutego wina, które mu nie wyrządziło żadnej szkody. Z kielicha wychodzi wąż, symbol zawartej w nim trucizny – jadu. Na tę pamiątkę w wielu kościołach 27 grudnia święci się wino            i podaje do picia wiernym, by im nie szkodziła żadna trucizna. Gdy w okolicach panowała zaraza, ksiądz podawał święcone wino cholerykom.

Oprac.   Marzena Sobczyk, Jadwiga Wędel

IV. TRADYCJE, WIERZENIA, OBRZĘDY OD URODZENIA DO ŚMIERCI.

1. Najważniejszy Sakrament

Poprzez sakrament chrztu świętego wierni zostają wcieleni do Kościoła. Dzięki niemu ma miejsce odpuszczenie grzechu pierworodnego i wszystkich grzechów osobistych. Pociąga to za sobą narodzenie osoby ochrzczonej do nowego życia, przez które staje się przybranym Dzieckiem Bożym.

Podczas obrzędu chrztu następuje uświęcenie duszy i ciała ludzkiego przez wodę na pamiątkę znaczenia wody w dziejach zbawienia. Dziecko zostaje też namaszczone krzyżmem świętym i otrzymuje białą szatę na znak, że stało się nowym stworzeniem.

O wyborze imienia dla dziecka przyjmującego chrzest decydują jego rodzice. Kościół sugeruje, aby było to imię "święte", a więc noszone przez świętego czy błogosławionego. Celem tej sugestii jest doprowadzenie do tego, by nowo ochrzczony miał swojego świętego patrona, za którego pośrednictwem będzie mógł się w przyszłości zwracać do Boga.

Nasza tradycja wprowadziła uroczyste obchodzenie pierwszej rocznicy urodzin dziecka, czyli tzw. "roczku". Ta uroczystość o zupełnie świeckim charakterze jest okazją do "prognozowania" (z przymrużeniem oka) przyszłości dziecka. Maluszkowi podsuwa się różne przedmioty, np. obrączka, pióro, stetoskop, różaniec, a dziecko wybierając jeden          z nich ujawnia swoje życiowe przeznaczenie.

Oprac. Krystyna Sibiga

2.   Komunijna   biel

Dzień Pierwszej Komunii Świętej jest dla każdego dziecka dniem szczególnym. Pod postacią chleba przyjmuje do swojego serduszka samego Pana Jezusa. Po raz pierwszy         w pełni uczestniczy w Ofierze Eucharystycznej.

Ta ważna chwila wymaga odpowiedniego przygotowania. Dzieci z klas drugich przez wiele miesięcy duchowo nastawiają się  na ten moment. W zbliżeniu do Jezusa pomagają im księża na katechezie, a w domu rodzice.

Aby dostąpić pełnego zjednoczenia z Chrystusem w Komunii świętej, konieczne jest wcześniejsze przystąpienie do Sakramentu Pokuty.

Uroczystość Pierwszej Komunii Świętej odbywa się na ogół w majową niedzielę, rzadziej w sobotę. Wspólnie z dzieckiem uczestniczy w niej cała rodzina. Na znak czystości i niewinności dzieci zakładają białe stroje. W rękach trzymają świece używane w czasie chrztu świętego. Dawniej tylko chłopcy  mieli świece, a dziewczęta lilijki ( lilie św. Józefa) symbolizujące niewinność.

Przed wyjściem z domu rodzice i chrzestni błogosławią dziecko, które ma niebawem przyjąć Pierwszą Komunię Świętą, czyniąc na jego czole znak krzyża i kropiąc je wodą święconą. W niektórych domach dziecko prosi o  to rodziców słowami przepięknego i wzruszającego wiersza:

Błogosław Ojcze, błogosław Matko

Dłońmi swoimi,

Gdy dziś Chrystusa mam przyjąć Ciało

Wspólnie  z innymi.

Na dni z Jezusem w radości  czy w męce

Niech błogosławią mi Rodziców ręce.

Następnie cała rodzina wraz z dzieckiem udaje się do kościoła. Przed świątynią  rodzice ustawiają się wspólnie z dziećmi. Raz jeszcze następuje błogosławieństwo i w uroczystej procesji kapłan wprowadza dzieci pierwszokomunijne do wnętrza kościoła. Tam odbywa się uroczysta Msza św.,               w czasie której najważniejszym momentem jest Komunia Święta. Potem następuje wręczenie dzieciom obrazków, medalików, różańców . Obecnie uroczystość ta odbywa się w świetle kamer, ale i tak po wyjściu z kościoła, a czasem nawet w świątyni, dzieci robią sobie pamiątkowe zdjęcia.

Później cała rodzina udaje się do domu , gdzie odbywa się przyjęcie.

Dziecko otrzymuje też prezenty od bliskich. Należy pamiętać, aby były one tak dobrane, by nie przysłoniły najważniejszego daru, jaki dziecko w tym dniu otrzymało – zjednoczenia z Panem Jezusem.

W następnym tygodniu, zwanym Białym Tygodniem , dzieci codziennie przychodzą na nabożeństwa w swoich pierwszokomunijnych strojach i w pełni uczestniczą we Mszy św., przyjmując do swych serduszek Pana Jezusa.

Oprac. Maria Pempuś

3. Imię z bierzmowania

Obrzęd namaszczenia Duchem Świętym nazywamy bierzmowaniem. Istotnym elementem obrzędu bierzmowania jest namaszczenie krzyżmem (oliwą zmieszaną                    z balsamem), co powoduje wyciśnięcie znamienia – pieczęci Ducha Świętego

Warunkiem przyjęcia sakramentu Bierzmowania jest wcześniejsze przyjęcie Chrztu świętego. Do sakramentu Bierzmowania przystępuje młodzież w wieku 14-15 lat odpowiednio przygotowana. Sakramentu Bierzmowania udziela ksiądz biskup. Kandydat powinien wybrać imię świętego lub błogosławionego, które przyjmie w czasie Sakramentu. Wybrany święty lub błogosławiony będzie chronił swojego podopiecznego. Każdemu bierzmowanemu towarzyszy świadek, którym mogą być rodzice chrzestni lub wybrana osoba.

Oprac.  Jadwiga Wędel,

4. Ślub i weseliska

Słynne powiedzenie brzmi: „Złota obrączka, srebrny pas, bierzmy ślub póki czas”. Każdemu ślubowi towarzyszy przyjęcie weselne, które jest skromne lub huczne.

Dawniej, kiedy mężczyzna upatrywał sobie kandydatkę na żonę, wysyłał do jej rodziców i do niej swaty. Swat przedstawiał propozycję przyszłego narzeczonego, targując się przy tym o posag -  wiano. Jak się dobrze spisał, to otrzymywał swój udział. Kiedy swaty nie zostały odrzucone, można było myśleć o zmówinach, a potem                                 o przygotowaniach do wesela. Starszy drużba pomagał przyszłemu panu młodemu                w finansowaniu kosztów wesela. Przed weselem zaproszeni goście przynosili potrzebne dary: np. jajka, mąkę, ser, kurczaki, kaczki. Wszystkich częstowano upieczonymi wcześniej kołaczami weselnymi. Starszy drużba odpowiadał za uplecenie korony z choiny. Korona była przybijana na drzwiach domu lub bramie, żeby było widać, że z tego domu, ktoś idzie do ślubu. „Na koronie” czasem goszczono się do późnej nocy. Druhna sama nie wybierała się na wesele. Drużba zabierał ją z domu.

W dniu  ślubu pan młody szedł lub jechał z muzyką i swoimi gośćmi do domu panny młodej. Tam młodej parze rodzice udzielali błogosławieństwa i orszak weselny udawał się w towarzystwie muzyków do kościoła. W kościele od ołtarza pod chór goście weselni stali z zapalonymi świecami.

Po wyjściu, młoda para była obrzucana tzw. Oscypkami. Były to wypiekane z ciasta kurki (z prawdziwymi piórkami w ogonie), pajacami, kuleczkami. Wszystko na dostatek i szczęście. Dzieci czekały przed kościołem, żeby złapać taką kulkę lub inne wypieki przygotowane przez starościnę (gospodynię wesela).

Kiedy młoda wracała z kościoła, na drogach tworzone były tak zwane „szlabany”. Drużbowie musieli wykupić młodą parę od postoju. Ci co tworzyli szlaban, byli przebrani i często składali młodym życzenia.

W domu weselnym , młoda para była witana chlebem i solą, a pan młody musiał przenieść młodą przez próg. Starsza druhna przypinała mężczyznom – gościom weselnym

kokardki z kwiatkami, po lewej stronie kawalerom, po prawej żonatym. Starostowie               i drużbowie (starsi i młodsi) mieli przypięte kotyliony. Młodzi wyśpiewywali przyśpiewki

„ Zagrajże muzyka dla pana młodego

bośmy przyjechali z kościoła Bożego”

Gdy wszyscy się już dobrze bawili, śpiewano:

„ Całowałeś Józiu pannę przy drabinie

a teraz pocałuj przy całej rodzinie”

Do naszych czasów nie przetrwały wszystkie zwyczaje, nie ma już swatów, ani targów        o wiano. Coraz częściej goście zbierają się w kościele i tam oczekują pary młodych. Po kościele młodzi obsypywani są na szczęście cukierkami lub grosikami. Zamiast witania pary młodej chlebem i solą, wypija się toast szampana. Proste kołacze zastąpione są wykwintnymi wypiekami . Pozostał zwyczaj zdejmowania przez pannę młodą wianka o północy. Wianek jest rzucany w stronę panien – która wianek złapie, to pierwsza wyjdzie za mąż. Pan młody rzuca muszkę, - kto z kawalerów ją złapie, ten się pierwszy ożeni. Tradycje weselne powoli zanikają.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

5. Ostatnie pożegnanie

Śmierć i pogrzeb – to najsmutniejsze wydarzenie łączyło się z wieloma zwyczajami zwłaszcza wśród ludności wiejskiej, ponieważ przywiązywała ona do pochówku wielką wagę.

Wierzono, że dusza  która opuszcza zmarłego może szkodzić lub pomagać   żywym. Dlatego też odprawiano różne obrządki mające na celu  ułaskawienie i uchronienie od zemsty. Powszechny był zwyczaj kładzenia zmarłego na ławie, co miało zapewnić duszy spokój. Po ubraniu nieboszczyka zbierali się krewni i przyjaciele i zaopatrywali zmarłego w potrzebne rzeczy na „pozaświatową” drogę. Kobiecie wkładano w ręce igłę i nici                a mężczyźnie narzędzia , którymi się posługiwał. Do ust kładziono pieniądza.

Po pogrzebie urządzano uroczyste przyjęcia czyli stypy. Panował taki zwyczaj, że na stypie  śpiewano dawne pieśni. W czasie stypy pito na cześć zmarłego, a podczas jedzenia rzucano pod stół kąski z każdej potrawy. Starano się przez to zjednać duszę zmarłego.

Z reguły całe społeczeństwo wiejskie udawało się na pogrzeb. Podczas mowy pogrzebowej podkreślane były pozytywne cechy zmarłego.

Oprac.   Marzena Sobczyk

V. „NA WSZELKI WYPADEK” – CZYLI PRZESĄDY

Przesądy związane z rokiem kościelnym

  • W dzień Wigilii nie należało pożyczać niczego, bo będzie wychodziło w domu przez cały rok.
  • Łuski z karpia wigilijnego wkładano do portfela, aby zapewnić sobie dostatek przez cały rok.
  • Pan młody nie może oglądać przyszłej żony w sukni ślubnej.
  • Kiedy idzie pogrzeb nie należy jeść, bo wypadną zęby.
  • W Oktawie Bożego Ciała i w dzień świętego Piotra i  Pawła nie kąpano się w Wiśle, bo można się utopić.
  • W Matkę Boską Zielną nie można wybierać się do lasu, gdyż przyroda jest w tym dniu groźna.

Inne przesądy

  • W godzinach południowych gospodarze starali się nie jeździć w pole, gdyż uważali, że przynosi to pecha i nieszczęście.
  • Ludzie dawniej wierzyli w strzygi, wilkołaki, dusze nieczyste, które wodziły ich po manowcach.
  • Gdy ktoś  zawrócić musiał z drogi do domu,  powinien był  usiąść, aby nie mieć pecha.
  • Przed furmanką wyjeżdżającą w pole kreślono znak krzyża na szczęście.
  • Nie wolno było zaglądać do kołyski dziecka „przez głowę”, gdyż spowodować to mogło zeza u dziecka.
  • Gdy kobieta w ciąży się przestraszy i dotknie swojego ciała, dziecko będzie miało znamię.
  • Kiedy myśliwy idzie na polowanie musi złapać kobietę za kolano.
  • Gdy pszczelarz umrze w zimie należy obudzić pszczoły przez pukanie w ul, inaczej padną.
  • Nie witać się przez próg, bo będzie kłótnia.
  • Gdy się zobaczy kominiarza, chwyta się za guzik.
  • Krowy nie wolno sprzedawać po zachodzie słońca, a prosiąt w domu, lecz na jarmarku, bo się nie będzie darzyło.
  • Gdy się po raz pierwszy usłyszy kukułkę, należy potrząsnąć sakiewką z pieniędzmi.
  • Gdy się zobaczy pierwszego bociana w locie, wróży to szczęście na cały rok.
  • Popularne było odganianie chmur przed burzą. Mieszkanka Nowego Brzeska czyniła znak krzyża i wypowiadała słowa; „Idźcie za góry, idźcie za lasy, aż po wsze czasy.”
  • Głos puszczyka symbolizuje śmierć

 

Oprac. Jadwiga Wędel ,Maria Pempuś,  Marzena Sobczyk, Krystyna Sibiga,          Małgorzata Toroń

VI. MIEJSCA, ZABYTKI, LUDZIE,  KTÓRZY ROZSŁAWIAJĄ NASZ REGION  W KRAJU I POZA GRANICAMI.

1. Ośrodek międzywojennej kultury - pałac w Pławowicach.

Pałac w Pławowicach pochodzi  z początku XIX w., obecnie jest w trakcie odnowy. W okresie międzywojennym przebywali tu u Ludwika i Janiny Morstinów słynni przedstawiciele polskiej sztuki. L. Staff szukał natchnienia w odgłosach pławowickich stawów. Innymi gośćmi byli: J. Tuwim, M. Pawlikowska - Jasnorzewska, E. Zegadłowicz, J. Iwaszkiewicz,  W. Lutosławski.

Odbyły się dwa zjazdy poetów polskich. Zjazd w 1928 roku został uświetniony przez występ dzieci ze szkoły w Nowym Brzesku z nauczycielem panem Franciszkiem Bryłą. Do Pławowic dzieci udały się pieszo. Recytowały utwory J. Kochanowskiego, m.in. fraszkę "Ku Muzom":

"Panny, które na wielkim Parnasie mieszkacie..."

W czasie drugiej wojny światowej pałac był schronieniem dla wielu prześladowanych artystów pochodzenia żydowskiego.

Kamienne lwy, znajdujące się przed Ratuszem w Rynku Głównym w Krakowie pochodzą z Pławowic.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Małgorzata Toroń, Krystyna Sibiga

2. "Perła" regionu - klasztor w Hebdowie

L. H. Morstin w "Opowieściach o ludziach i zdarzeniach" tak pisał o klasztorze hebdowskim:

"Na wysokim brzegu nad Wisłą, wielki jak katedra, stoi dawny klasztor Norbertanów, dziś parafialny kościół hebdowski.

Z daleka widnieją dwie białe jego wieże  i stare mury klasztoru. Kościół składa się jakbyz trzech kościołów zbudowanych w różnych epokach, każdy w innym stylu. W głównym ołtarzu figura Matki Boskiej z dzieciątkiem Jezus, rzeźbiona w drzewie. Madonna ma twarz Hinduski, Jezusik wygląda jak młody Budda. Skąd ten model znad Gangesu przywędrował nad Wisłę? Czy przez Bizancjum? Nie wiadomo. Jest to mało znany jeden z piękniejszych klejnotów ziemi krakowskiej."

Hebdowskie wieże można było również zobaczyć z daleka płynąc po Wiśle statkiem               z Krakowa. Taka podróż do Nowego Brzeska trwałą cztery godziny. Jeszcze w roku 1947 można było płynąć z Krakowa, aż do Nowego Korczyna. Okolice Hebdowa są bardzo urokliwe, a "Wisła (...) pod Hebdowem podpisuje się kreśląc W, swój monogram. Za Wisłą ciemna linia Puszczy Niepołomickiej, za nią Karpaty i w pogodny dzień widoczny łańcuch Tatr".

Dzięki poświęceniu i staraniom proboszcza hebdowskiej parafii  ks. J. Ostręgi kościół i klasztor wygląda coraz piękniej.

W tych działaniach dzielnie pomaga księdzu p. Jacek Bednarski - nazywany kustoszem.

Oprac.   Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Małgorzata Toroń, Krystyna Sibiga,   Marzena Sobczyk

3. Odnowiony zabytek – kościół pod wezwaniem  Wszystkich Świętych w Nowym Brzesku

Kościół w Nowym Brzesku p w. Wszystkich Świętych jest pełen zabytków. Pierwszy, drewniany, został ufundowany przez norbertanów i powstał za pierwszego wójta Gotfryda. Później był murowany. Jan Długosz o nim wspomina na początku wieku XV. Dlaczego został zburzony, nie wiadomo. Następny, drewniany, kilkakrotnie płonął. Być może, któryś z nich był pod wezwaniem Św. Anny? Stąd dwa odpusty, zabytkowe obrazy poświęcone Św. Annie.

Obecny ufundowany przez norbertanów w 1640 r. powiększony i przerobiony około połowy w XIX i XX. Ołtarz główny został wykonany przez norbertanina, brata Fryderyka Scerkalskiego w XVII w. Znajduje się w nim krucyfiks barokowy oraz posągi Matki Bożej i Św. Jana Ewangelisty.

Kościoła strzeże drewniana dzwonnica o namiotowym dachu. Zewnętrzna elewacja świątyni została odnowiona w 2001 roku dzięki staraniom ks. Prałata Witolda Sobierajskiego i parafian.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Maria Pempuś, Marzena Sobczyk,  Krystyna Sibiga

4. Piewca piękna proszowickiej ziemi – L.H.Morstin

Ludwik Hieronim Morstin (1886-1966) urodził się w Pławowicach. Był spokrewniony z Janem Andrzejem Morsztynem, poetą baroku. Odegrał dużą rolę w życiu kulturalnym, był wybitnym humanistą, działaczem patriotycznym. W trudnych czasach pomagał partyzantom, ściganym i podejrzanym. Okupację w czasie II wojny światowej przeżył w Pławowicach. Zachwycał się starożytną historią. Jego najlepszą sztuką teatralną jest „Obrona Ksantypy”. Po jej premierze w 1960 r. L.H. Morstin przemówił do publiczności po francusku, niemiecku, łacinie i grecku. Był znanym tłumaczem dzieł Sofoklesa, „Antygony”, „Króla Edypa” i „Edypa                 w Kolonie”.

Pod wpływem zjazdu poetów w Pławowicach, powstała sztuka „Republika poetów”. „Piewcę ziemi” proszowickiej określa się jako postać wybitną, barwną, promieniującą życzliwością.

L.H. Morstin w „Opowieściach o ludziach                   i zdarzeniach” pisał: „Jeśli powiedziałem, że ziemia proszowicka jest najpiękniejszą z ziem polskich, to nie szowizm prowincjonalny, nie złudzenie, nie zarozumiałość, to szczera prawda. Jej piękna nie da się z niczym porównać ...”

W Centrum Kultury i Wypoczynku w Proszowicach corocznie odbywa się konkurs recytatorski poświęcony twórczości Ludwika Hieronima Morstina i jemu współczesnych. Często honorowym gościem konkursu jest bratanek poety Andrzej Morsztyn.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Małgorzata Toroń

5. Twórca witraży – Jerzy Skąpski

Jerzy Skąpski- malarz, rysownik, witrażysta pochodzący z Hebdowa. Według jego projektów wykonano ponad 300 witraży dla kościołów i kaplic w Polsce, a także                  w Szwecji. Jego prace brały udział w licznych wystawach w kraju i za granicą. Pracował ze swoją żoną, ś.p. Marią. Jerzy Skąpski mieszkał obok kościoła w domu swojego ojca, który zarządzał dobrami hebdowskimi. Bliski kontakt z bogatym wnętrzem byłego klasztoru, piękno okolicy wpłynęły na wyobraźnię młodego chłopca. Po latach wspomnienia zaowocowały obrazami z podkrakowskiego Hebdowa. Nabożeństwa,                a zwłaszcza większe uroczystości związane z procesjami, napływem wiernych do kościoła, tworzyły niezapomniane obrazy. W czasie Dni Nowego Brzeska zaprezentowano wystawę pejzaży artysty, poświęconych okolicom Hebdowa. Jerzy Skąpski, twórca herbu papieskiego Jana Pawła II, otrzymał Dyplom „Wybitnego Nowobrzeszczanina’’.

Było to w roku 1999.  Rok później p. Jerzy Skąpski spotkał się z uczniami Szkoły Podstawowej i Gimnazjum w Nowym Brzesku ,aby opowiedzieć im o swoim dorobku, kontaktach  i doświadczeniach ze sztuką. Zachęcał młodzież do obcowania ze sztuką  i naturą

Oprac.  Jadwiga Wędel, Maria Pempuś,  Krystyna Sibiga

6. Architekt, zdobywca orderu Św. Grzegorza – Witold Cęckiewicz

Witold Cęckiewicz pochodzi ze Starego Rynku w Nowym Brzesku, z rodziny artystycznie uzdolnionej. Jest wybitnym architektem, urbanistą i profesorem Politechniki Krakowskiej. Całe swoje dorosłe życie związał z Krakowem. Zrealizował liczne projekty, np. hotel Cracowia, kino Kijów, Pomnik Grunwaldzki. Projekt Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach stał się pracą jego życia. Otrzymał od papieża Jana Pawła II order Św. Grzegorza. Podczas II Dni Nowego Brzeska w 2000 r. został uhonorowany Dyplomem „Wybitnego Nowobrzeszczanina’’ Jego wystąpieniu towarzyszył motyw powrotu  w rodzinne strony. „Człowiek jest jak ptak. Gdy wyrwie się z gniazda, zatacza coraz szersze kręgi. Jednak z upływem lat, kręgi stają się coraz ciaśniejsze, aż w końcu na powrót osiada w rodzinnym gnieździe”.

Oprac.  Jadwiga Wędel, Maria Pempuś,, Krystyna Sibiga

7. Korespondent, misjonarz z Brazylii ks. Zdzisław Malczewski

Ksiądz Zdzisław Malczewski pochodzi, jak starsi mówią, z Bugaja. Wstąpił do Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej. Po przyjęciu święceń kapłańskich wyjechał do Brazylii, było to ponad 20 lat temu. Duszpasterz, misjonarz, naukowiec, dziennikarz. Otrzymał krzyż oficerski orderu Odrodzenia Polski.

Z ostatniej korespondencji specjalnej i życzeń z okazji Bożego Narodzenia dowiadujemy się, czego mu brakuje. Tym czymś jest polska atmosfera przeżywania Świąt, szczególnie Wigilii. Z humorem podkreśla, że kiedy my mamy śnieg, w Brazylii zdarza się 40 stopni Celsjusza i mały Jezusek nie może płakać z zimna, tak jak w polskiej kolędzie.

Nowobrzeszczanin z Brazylii jest laureatem Dyplomu „Wybitny Nowobrzeszczanin” w III Dniach Nowego Brzeska.

 

Lipcowe Dni Nowego Brzeska promują kulturę, dobrą rozrywkę, ludzi rozsławiających naszą miejscowość. Głównymi sponsorami Dni Nowego Brzeska są Maria i Adam Fudalejowie, którzy zapraszają znanych artystów na występ uświetniający obchody tych dni. W czasie obchodów  są organizowane zbiórki, loterie na szczytne cele.

 

Oprac.  Jadwiga Wędel, Marzena Sobczyk

BILIOGRAFIA:

Białczyński Cz., Stworze i dusze czyli starosłowiańskie boginki i demony. Leksykon w: Kraina Księżyca, Kraków 1993

Biuletyn Informacyjny III Dni Nowego Brzeska, 2001

Brumiński G.ks., Hebdów. Przewodnik po zabytkach hebdowskich. (do użytku wewnętrznego – praca niepublikowana)

Chorązki W., Wczoraj, dziś i jutro gminy Nowe Brzesko. Specjalny dodatek do miesięcznika Wieści Gminne Nowe Brzesko, 1998

Chorązki W., Nowe Brzesko 720 lat (praca niepublikowana)

Dzieje ziemi krakowskiej w wypisach oprac.: J. Bieniarzówna, J. Matecki, Warszawa, 1965

Encyklopedia kościelna t.16. Warszawa, 1885.

Gazeta Nowobrzeska, Nowe Brzesko,  2001.

Janicka – Krzywda U., Płyń Marzanno do morza w: Wychowawca, nr.3. 2001

Janicka – Krzywda U., W Palmową Niedzielę w: Wychowawca, nr.4. 2001

Kalendarz Babci Aliny1910, Kraków, 1990

Kalendarz Babci Aliny1990, Kraków, 1989

Kalendarz Babci Aliny1993, Kraków, 1992

Katalog rękopisów Biblioteki Uniwersyteckiej tom 1, Warszawa, 1963

Kalendarz Rolników, Włocławek, 1998, 1999

Kalendarz Rolników, Włocławek, 1999, 2000

Kuchowicz Z., Obyczaje staropolskie XVII i XVIII w., Łódź, 1975

Kudelski J. Przeżycia wojenne 1914-1918 – rękopis

Kudelski J. Twórczość własna- rękopis

Łodyński M., Materiały do dziejów państwowej polityki bibliotecznej w Księstwie Warszawskim i Królestwie Polskim, ZNIO, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk

Miasta polskie w tysiącleciu, red S. Pazyra, Wrosław, 1965

Morstin L.H., Opowieści o ludziach i zdarzeniach. Warszawa, 1965

Opis historyczno statystyczny miasta Brzeska Nowego znajdujący się w tomie 3 w zespole akt Rządu Guberialnego Radomskiego w Urzędzie Wojewódzkim Archiwum Państwowego w Kielcach.

Przekazy ustne: (Bednarska Maria, Bednarski Jacek, Cęckiewicz Antoni, Cęckiewicz Krystyna, Ciepła Franciszka, Czekaj Maria, Ćwikła Janina, Fluder Alina,  Jakubowska Wanda, Jasikowska Sabina, Kluska Lucyna, Krzyczkiewicz Eligiusz, Krzyczkiewicz Janina, Krzyk Maria, ks. Giemza Edward, ks. Ostręga Józef, ks. Sobierajski Witold, Maj Renata, Marzec Maria, Mieczysław Regnowski, Mordarska Maria, Ormańczyk Stefania, Regnowska Zofia, Regnowski Antoni, Ryńca Zofia, Sendek Robert, Sobczyk Weronika, Staniszewski Ryszard,  Stankowska Helena, Stefański Antoni, Toroń Wanda, Wędel Helena, Wędel Marek, Wołoszyn Wiktoria) Uczniowie: Czechowicz Karol, Fularska Magdalena, Głowa Karolina,  Gołdyn Magdalena, Jakubowski Kamil, Kucharski Damian, Kulińska Joanna, Maj Patrycja, Nagielski Kamil, Pająk Weronika,  Sekunda Tomasz, Sobczyk Aleksandra, Tochowicz Magdalena)

Radziszewski S., Wiadomości historyczno-statystyczne o znakomitych bibliotekachi archiwach publicznych i prywatnych, Kielce, 1875 (druk)

Sanktuarium Matki Boskiej Hebdowskiej (z tekstami Moniki Mydel, ks. Józefa Ostręgi)Częstochowa, 1998

Szymardeurska A, Polska Wielkanoc. Tradycje, zwyczaje, potrawy, Warszawa, 1990.

Uryga J., Rok polski w życiu, w tradycji i obyczajach, w: Kalendarz Rolników, Włocławek 1999, 2000

Wieści Gminne Nowe Brzesko, 1997

Zaleski Wincenty ks.Rok kościelny, Warszawa 1989

Ziemia proszowicka red. Szwajca K., Kraków, 1964

Zinkow J., Wokół Niepołomic i Puszczy Niepołomickiej, Niepołomice, 1997

 

 
Copyright © 2014 . Wszelkie prawa zastrzeżone.
Joomla! jest wolnym oprogramowaniem dostępnym na licencji GNU GPL.